niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział ósmy




       Mimo, że Marcin był moim chłopakiem i traktował Julka jak swojego syna nie mogłam zabronić Andrzejowi kontaktów z Małym.  Wrona pisał prawie codziennie pytając co u Juliusza, jak się ma. Odpisywałam krótkie zdania, raz, czy dwa dołączyłam mu zdjęcie w wiadomości. Gdy dzwonił nie odbierałam.  Nie miałam ochoty słyszeć Jego głosu. Obawiałam się też spotkania z Nim. Nie wiedział, że Waliński został moim chłopakiem. Nie powinno mnie obchodzić Jego zdanie, jednak był ważną osobą w Moim życiu, przynajmniej jakiś czas temu. Teraz Andrzej powinien być kimś ważnym jedynie w życiu Julka. Ale chyba nawet to Go ominie. Co może zrobić na odległość? Nie było Wrony w najważniejszych chwilach dotychczasowego życia Julka i nie będzie Go.  Będzie tatusiem na weekendy. Na szczęście Julek ma dopiero ponad trzy miesiące i nie muszę mu tłumaczyć, dlaczego tak jest. Bo kiedyś będzie mnie to czekało. Wybiegam daleko w przyszłość, ale czasami zastanawiam się, co by było, gdyby Andrzej mnie nie zostawił. Ale wtedy śmieje się do siebie zdając sobie sprawę, że nie zobaczyłabym, jaki cudowny jest Marcin i nie zwróciłabym na Niego uwagi. A dzięki temu, że Wrona zmienił klub, to Marcin najpierw stał się moim przyjacielem, a teraz już nazywam Go moim chłopakiem. I właśnie ten mój chłopak opuszcza Łuczniczkę. Ze względu na ładną pogodę wybrałam się po Niego z Julkiem na trening. Dodatkowo też Waliński zabrał mój telefon z domu śpiesząc się. Mamy podobne modele, dlatego ja byłam w posiadaniu telefonu Marcina.

-Andrzej dzwonił. – powiedział całując mnie na powitanie w policzek. – Odebrałem, a on zaczął od tego, że wreszcie odbierasz Lila. Był zdziwiony, że to ja się odezwałem. Powiedział, że przyjedzie w pierwszy dzień po świętach i żebym Ci to przekazał.
-W takim razie pierwszy dzień po świętach spędzasz u mnie. – uśmiechnęłam się.
-Jeśli będziesz się czuła bezpieczniej przy mnie, nie ma sprawy. – odparł odbierając ode mnie wózek.
-O Kipek dorabia jako niańka. – roześmiał się Jurkiewicz, który właśnie opuścił halę. – Cześć Lila.
-Pełnoetatowa niania. – roześmiałam się również. – Miłego dnia!
Jurkiewicz nas zostawił, a my ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Zima nie była taka straszna, chociaż za dwa dni święta. Waliński ostatnio więcej czasu spędzał u mnie, niż u siebie. Czasem zdarzyło mu się zostać nawet na noc, ale teraz nie było przecież nic dziwnego.
-Dostałaś jakąś dziwną wiadomość. – oznajmił. – Przeczytałem ją zanim zorientowałem się, że mam Twój telefon, a to wszystko przez to, że mamy tą samą tapetę.
-Pokaż. – poprosiłam. Oddał mi mój telefon, a ja odczytałam smsa.

6 miesięcy, wiesz co się wtedy stanie? Czekaj na dalsze wskazówki.
    Numeru nie było, także nie wiedziałam, o co tu chodzi. Wzruszyłam tylko ramionami chowając telefon do torebki i oddając Walińskiemu Jego własność, którą to ja miałam w posiadaniu. Objął mnie ramieniem, a drugą ręką pchał wózek.  Przechodząca obok starsza kobieta uśmiechnęła się do Nas, mówiąc do swojego męża, że wyglądamy na tak samo zakochanych, jak oni w naszym wieku. Miałam nadzieję, że teraz będę już tylko szczęśliwa… Dobrze powiedziane, miałam nadzieję.

~~~~

   Święta, święta, święta. Wigilię spędziłam u rodziców, a pierwszego dnia przyjechał po mnie Marcin i ten dzień, jak i następny spędziliśmy w Jego rodzinnej Trzciance. Przypadkowo wygadał się, że ma dziewczynę, a Jego mama bardzo chciała mnie poznać. Obawiałam się tego, ponieważ nie miałam pojęcia jak zareaguje na to, że jej ukochany syn spotyka się z  dziewczyną, która ma dziecko z najlepszym przyjacielem Marcina. Julek został u Mojej mamy, która stwierdziła, że ostatnio w ogóle nie dzwonie do Niej i nie pozwalam zajmować się wnukiem. Siedząc więc obok Marcina na kanapie w salonie Jego rodzinnego domu słuchałam tego, jak Jego mama zachwala mnie i ciasto, które przywiozłam. Uśmiechałam się tylko nikle wiedząc, że jeśli się dowie, że mam syna nie będzie do mnie tak przyjaźnie nastawiona, jak teraz. Marcin wyczuwał, że jest coś nie tak, bo ucałował mnie w czoło, co rozczuliło Panią Walińską.

- Marcin, a jeszcze niedawno miałeś dziewczynę, Olgę. Co się z Nią stało? – zapytała.
-Rozstaliśmy się. – odparł. – Uznaliśmy, że będzie tak lepiej. Widziała, że między mną, a Lilianą coś.. jest. Z resztą nie ona jedna. Usunęła się na bok, ale nadal się przyjaźnimy.
-Kipek, a Ty kiedyś opowiadałeś o Lilianie..
  Westchnęłam, a Marcin spojrzał na mnie i zaczął opowiadać całą historię. Poczynając od tego, jak zostawił mnie Andrzej, poprzez pomaganie mi, przez poród Julka, aż do zdania sobie sprawy z tego, że mnie kocha.  Jego mama uśmiechała się tylko. Gdy Marcin skończył i patrzył na Nią wyczekująco oznajmiła, że najważniejsze, żeby to on był szczęśliwy. Od razu zaznaczyła, że jeśli przyjedziemy następnym razem to mamy zabrać ze Sobą Julka, a mi spadł ogromny kamień z serca. Wypytywała o Marcina jak się zachowuje w tej Bydgoszczy. Ze śmiechem opowiadałam o tym, że czuje się w moim mieszkaniu jak u siebie.  Później z kolei wypytywała jak idzie mu zajmowanie się Julkiem, a ja opowiadałam, że naprawdę świetnie sobie radzi i traktuje Julka jak własne dziecko. To zdanie sprawiło, że kobieta zapowiedziała, że to jednak ona nas odwiedzi, bo musi na własne oczy zobaczyć, jak Marcin opiekuje się Małym. Późnym popołudniem drugiego dnia świąt opuszczałam dom państwa Walińskich w świetnym humorze. Cieszyłam się, że zostałam zaakceptowana przez rodzinę Marcina, tak samo, jak wiadomość, że mam syna. Bo nie chciałabym stawiać Kipka w sytuacji, w której Jego matka kazałaby mu wybierać. Wszystko jest jednak dobrze.
-Kocham Cię. – szepnęłam Cicho, gdy wsiedliśmy do pojazdu Marcina.
-Mówiłem, że nie będzie źle. – roześmiał się.

~~~~

    Siedziałam wtulona w Marcina, a Andrzej kołysał Julka. Wrona przyjechał około południa i miał zostać do jutra.  Dotychczas rozmowa dotyczyła młodego, więc było w miarę normalnie. Z Kipkiem zachowywałam się tak, jakbyśmy byli przyjaciółmi. Nie chciałam tłumaczyć się Wronie.  Gdy Julek usnął Waliński ucałował mnie w czoło, mówiąc, że na Niego już czas. Niestety Andrzej nocował u mnie. Początkowo Marcin chciał zostać, jednak sama chciałam się rozliczyć z przeszłością. Raz na zawsze. List okazał się nie być najlepszym wyjściem, więc może rozmowa z Andrzejem da zamierzony efekt? 

   Kiedy Marcin opuścił moje mieszkanie Andrzej usiadł obok mnie. Czułam, że chce porozmawiać. Przy Walińskim nie było jak. Westchnęłam, gdy posadził mnie na swoich kolanach. Objął mnie, a swoją głowę położył na moim ramieniu.
-Nie wiem, od czego zacząć. – westchnął.  – Zerwałem z Mają.
-Rychło w czas. – mruczę patrząc na zdjęcie wiszące na ścianie. Jest tam chyba z sentymentu, bo to moje pierwsze zdjęcie z Andrzejem. Uśmiechamy się siedząc na trybunach Łuczniczki. Początkowo to właśnie tam się widywaliśmy, na meczu, czy treningu. 
-Zrozumiałem, że to Ty zawsze byłaś dla mnie najważniejsza Lilka. –szepnął głaszcząc mnie po policzku. – Popełniłem tyle błędów od kwietnia. Nie powinienem być Cię zostawiać, nie powinienem Cię krzywdzić. Nie potrafię bez Ciebie żyć. Chciałbym wszystko naprawić. Dla Ciebie, dla Nas, dla Julka. Mamy syna, który powinien mieć pełną rodzinę. Naprawmy to. Kocham Cię Lilka. Nie chcę by to wszystko skończyło się na dobre. Dajmy sobie jeszcze jedną szansę, Ty daj mi tę szansę… Lilka?
-Ja też ostatnio wiele zrozumiałam Andrzej. – mruknęłam. – Zrozumiałam tak wiele gdy wyjechałam po meczu do Warszawy i patrzyłam na Marcina. Doszło do mnie, że wyleczyłam się z Ciebie. Dostrzegłam, że nie będziesz ideałem Andrzej. Kochasz siatkówkę, nie byłam w stanie tego zmienić. Zostawiłeś mnie, ale był Marcin. Zrozumiałam, że kocham Go, chociaż przegapiłam moment, w którym to się stało. Nie da się już naprawić tego, co łączy Ciebie i mnie. Nie dostaniesz kolejnej szansy. A Julek będzie miał pełną rodzinę, z tym, że to nie Ty będziesz Go wychowywał. Kontaktów Wam nie zabronię, zawsze będziesz Jego ojcem.
-Jesteś z Marcinem? – zapytał zdziwiony. – Ale przecież przed chwilą..
-Chciałam Ci to wyjaśnić na spokojnie. – uśmiechnęłam się zeskakując z Jego kolan. – Po prostu tak wyszło. Gdy byłeś tu w listopadzie byłam gotowa wszystko ratować. Minął miesiąc, a ja jestem od ponad dwóch tygodni szczęśliwa z Marcinem. 
-Czyli się spóźniłem? – zapytał.
-Przykro mi. – odparłam. – Miałeś swoją szansę, całe dwa lata, po których wybrałeś grę w lepszym klubie. Nie miej do mnie pretensji, że zaczęłam sobie układać życie z Twoim najlepszym przyjacielem za czasów gry w Bydgoszczy.
-Jesteś szczęśliwa?
-Teraz tak. – odparłam. – Przyniosę Ci koc o poduszkę.
Nie dałam mu nic więcej powiedzieć, opuściłam pokój, ale i tak wróciłam po chwili, z wcześniej wspomnianymi rzeczami. 
-Lilka…. Będziesz z nim szczęśliwa?
-Będę Andrzej. – odpowiadam widząc, że wpatruję się w zdjęcie, które ja wcześniej oglądałam. – Czas chyba je stamtąd ściągnąć.
-Co?
-Zdjęcie. – mruczę rzucając w Niego kocem. Mam już zostawić Go samego, ale odwracam się.
-Andrzej?
-Co?
-Majka nie spodziewa się Twojego dziecka? – zapytałam. – Dostałam ostatnio dziwną wiadomość z zastrzeżonego numeru.
-Zdradzała mnie. – mruknął.
-Przykro mi.
    Mruczy coś, ale nie mam pojęcia co.  Kieruję się do swojego pokoju uprzednio zaglądając do Julka. Poprawiam mu kołdrę. Piszę do Kipka, że wszystko jest dobrze i że Andrzej wie, że jestem z Marcinem. Przeczucie mówi mi jednak, że nie będzie spokojnie. Coś się jeszcze zepsuje. Pytanie: co?

~~~~


   Julek budzi mnie w nocy dwa razy, więc wstaję niewyspana i idę do kuchni, gdzie siedzi Andrzej.  Uśmiecham się do Niego, kiedy wstaje z krzesła i podchodzi do Mnie.
-Przemyślałem wszystko. – wyszeptał do Mojego ucha. – Nie poddam się tak łatwo. Lilka, ja naprawdę Cię kocham.
-Andrzej, nie utrudniaj. – mruczę odwracając głowę, gdy chce mnie pocałować. – Wydaje mi się, że wczoraj wytłumaczyłam Ci, że to koniec, naprawdę. Kocham Marcina, musisz to zaakceptować. Wszystko zepsułeś. Musisz się poddać, odpuścić bo..
    Przerywa mi odwracając moją twarz w swoim kierunku i zaczyna mnie całować. Wyrywam się nie chcąc tego. W końcu uderzam Go w twarz, co skutkuje tym, że odskakuje ode mnie.
-Andrzej, co Ty wyprawiasz? – krzyczę machając rękami.  – Nie będziemy razem! Zrozum to, że wszystko zepsułeś! Kochałam Cię, byłam gotowa jechać z Tobą nawet na koniec świata, ale Ty myślałeś inaczej! Wydawało mi się, że wczoraj zrozumiałeś, że już Cię nie kocham i jestem szczęśliwa, ale nie, Ty musisz psuć wszystko jeszcze bardziej! Nienawidzę Cię! Myślałeś, że jak mnie pocałujesz, to nagle wróci wszystko? Nie, nie wróci! Zabieraj swoje rzeczy i wyjazd z mojego mieszkania! Chciałam sprawę z Julkiem załatwić bez rozgłosu, chciałam się normalnie dogadywać kiedy będziesz się mógł z Nim spotykać. Ale skoro Ty komplikujesz wszystko, to jeśli teraz chcesz się z Nim zobaczyć, złóż papiery w sądzie… Nie, zabieraj rzeczy i wyjazd z Mojego mieszkania!
  
 Przez cały mój monolog krzyczałam machając rękami. Andrzej naprawdę wyprowadził mnie z równowagi. Wczoraj był spokojny i byłam pewna, że wszystko rozumie i da spokój. Że będę szczęśliwa z Marcinem, ale nie, bo Wrona stwierdził jednak, że on jednak będzie walczył. Widzę, że chce się odezwać, ale wskazuje na drzwi. Zabiera Swoją torbę, jednak odwraca się.
-Pożegnam się z Julkiem.

   Szepta coś Julkowi, po czym odwraca się i patrzy na mnie smutnym wzrokiem. Opuścił mieszkanie, a ja czując łzy w oczach pobiegłam do własnego pokoju, gdzie rzuciłam się na łóżko i wtuliłam w poduszkę. Czy Wrona zawsze musi zmieniać zdanie? Czy nie mógł zostać przy tym, że wszystko rozumie? Tylko musiał po niespełna dwunastu godzinach stwierdzić, że On jednak będzie o mnie walczył? Leżąco na łóżku znalazł mnie Marcin, który obiecał, że wpadnie rano. Przytulił mnie, otarł łzy i cicho wyszeptał pytanie, co się stało. Objęłam mocniej Jego szyję mówiąc o kłótni z Andrzejem, o ile można to tak nazwać. Tulił mnie mówiąc, że nie pozwoli by Wrona znów mnie skrzywdził, a ja powoli się uspokajałam.  Dopiero Julek sprawił, że jedno z Nas musiało przerwać tę miłą chwilę. Marcin po Niego poszedł, a ja uśmiechnęłam się lekko. Co ja bym teraz zrobiła bez Walińskiego?

_____________

Cześć, 
  Rozdział powstał w wielkich męczarniach, pisany małymi częściami, więc wcale nie oczekuje komentarzy chwalących to powyżej. Tym razem już jestem niemalże pewna, że jesteśmy przy końcu opowiadania. 

Pozdrawiam, Irmina

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział siódmy.

[Lila]

     W sobotę wieczorem do mojego mieszkania wszedł Marcin. Jego wejścia tutaj jak do siebie naprawdę mnie już nie dziwiły. Julek właśnie usnął, a ja robiłam sobie kolację. Spóźnioną kolację, jak to bywało w moim życiu.
-Olga ze mną zerwała. – mruknął siadając przy stole. Chociaż byłam odwrócona do Niego słyszałam, jak odsuwa krzesło i ciężko na Nie opada. Na te słowa odwróciłam się i spojrzałam na Kipka. – Widziała te zdjęcie, które pokazywał nam Janek w autobusie. Powiedziała, że Na nim wyraźnie widać, że mamy się ku sobie i nie może stanąć na naszej drodze.
Stanęłam obok Niego, a on pociągnął mnie na swoje kolana. Spojrzałam mu w oczy nie wiedząc, co się dzieje, bo Nigdy się tak nie zachowywał. A dokładniej chodzi mi o to, że nigdy znienacka nie zasadzał mnie na swoich kolanach.
-Wiesz, że coraz więcej ludzi Mi to mówi? Paru chłopaków z Politechniki zaczepiło mnie, gdy trzymając Julka czekałem na Ciebie, aż odbierzesz Swoje rzeczy. – roześmiał się. – Trener też pytał rano na treningu, czy Ty i ja… Wszyscy wokół zaczynają mi mówić, że do siebie pasujemy. I ja, w momencie, gdy Olga zerwała ze mną… trzy godziny temu zacząłem nad tym myśleć. Spacerowałem po Bydgoszczy i zastanawiałem się nad tym, co mówią mi inni. Wcześniej się tylko z tego śmiałem.  Ty z resztą też. Ale spacerując tak zdałem sobie sprawę, że chyba naprawdę cos w tym jest. Traktowałem Cię jak koleżankę, później zostawił Cię Andrzej, a ja chciałem Ci pomóc. I czym dłużej byłem obok, tym coraz bardziej się przyzwyczajałem. Chyba przegapiłem moment, w którym z przyjaciółki stałaś się kimś więcej. Może przez to, że byłaś obok? Może uświadomiłem to sobie, gdy pojawił się Andrzej? Nie wiem. Ale chyba coś w tym jest, że nie traktuję Cię już tylko jak przyjaciółki Lila. Nie wiem, czy to odpowiedni moment, by to wyznać, ale chyba się w Tobie zakochałem.
-Kipek, ja… - zaczęłam niepewnie. Nie spodziewałam się takiego wyznania z Jego strony. Nie sądziłam, że on może czuć to, co ja.
-Wiesz Lila, ktoś może mnie wyśmiać, ale naprawdę jesteś dla mnie ważna. – uśmiechnął się. – Nie obchodzi mnie to, że masz syna. Uwielbiam Julka i jeśli pozwolisz, zawsze będę chciał się Wami opiekować. Niezależnie od tego, czy Andrzejowi się to spodoba, czy nie. Właściwie, to jego zdanie najmniej mnie teraz obchodzi. To on z Ciebie zrezygnował. Może ktoś się kiedyś zapyta, dlaczego chce być z dziewczyną, która ma małe dziecko, ale wtedy odpowiem, że kocham ją najbardziej na świecie, a jej synek stał się moim synkiem. Kocham Cię Lila i chciałbym, byś została moją dziewczyną.
-… dziękuje. – dokończyłam wtulając się w Niego ufnie. – W Warszawie, gdy przyjechałam i patrzyłam na końcówkę meczu zdałam sobie sprawę, że byłam zaślepiona Andrzejem i nie zauważałam tego, że idealnego faceta mam na wyciągnięcie ręki, ale go nie dostrzegłam. Andrzej nie był ideałem, to ja się zmieniałam, byśmy byli razem. Nie dostrzegałam tego, że powinnam zrezygnować z Niego. I w Warszawie, gdy na Ciebie patrzyłam zdałam sobie sprawę, że byłeś we wszystkich ważnych momentach mojego życia. Byłeś, gdy mój świat się zawalił, byłeś, gdy urodził się Julek.. Zawsze mnie wspierałeś, byłeś obok i… też przegapiłam moment, w którym Cię pokochałam.
-Czyli od teraz mogę Cię nazywać swoją dziewczyną? – zapytał, a ja pokiwałam głową. – Więc nie muszę pytać o pozwolenie, gdybym chciał Cię w tej chwili pocałować?

~~~

     Gdy kolejnego dnia do mojego mieszkania wpadł Janek Nowakowski musiałam wyglądać na bardzo zdziwioną. Po pierwsze nie spodziewałam się, że mnie odwiedzi, po drugie czy kiedykolwiek powiedziałam mu, że może wchodzić do mojego mieszkania tak jak do siebie? I po trzecie – co on ode mnie chciał?
- Janek, możesz mi powiedzieć co tu robisz? I dlaczego wszedłeś do mojego mieszkania jak do siebie? – zapytałam śmiejąc się.
-Marcin mi pozwolił. – wyszczerzył się siadając na kanapie. – On pojechał do sklepu zrobić Ci zakupy i będzie tu niedługo.
Pokręciłam głową i opadłam na kanapę obok Nowakowskiego. Rozłożył ramię nakazując, abym się o Niego oparła. Wykonałam tę prośbę, a on wyglądał na naprawdę zadowolonego.
-Weronika jest wspaniała. – stwierdził. – I musisz mi pomóc, bo nie wiem, gdzie ją zabrać po południu.
-Weronika to dziewczyna, z którą się spotykasz, tak? – zapytałam dla upewnienia. Potwierdził. – Zabierz ją na spacer, jeśli chcesz rozmawiać. Kawiarnię odradzam, bo możesz mieć wrażenie, że wszyscy się na was patrzą. W Kinie możesz z kolei zasłaniać co niektórym film, więc albo idziecie na spacer, albo robisz coś, co zakłóci życie innym.
-Nie pomagasz. – fuknął na mnie. – Naprawdę chce, by jej się podobało.
-Zabierz ją na spacer, a później do jakiejś mało znanej kawiarenki, bo jak weźmiesz ją gdzieś do centrum, to będzie tak, jak mówiłam. – uśmiechnęłam się. Wspominałam jedno z moich wyjść z Andrzejem. Takie sytuacje, jakie opisałam Nowakowskiemu zdarzyły się mi i Mojemu poprzedniemu chłopakowi. – Janek, jeśli się jej podobasz, to wystarczy jej Twoje towarzystwo i już będzie idealnie.
-Myślisz?
-Wiem to Janie Nowakowski. – zaśmiałam się pokazując mu język. – Chcesz coś do picia?
-Herbatę poproszę. – odparł. – Idę ściągnąć kurtkę, strasznie tu gorąco.
-Ty jesteś jakiś gorący. – powiedziałam jakby do siebie, po czym oberwałam poduszką w plecy. – Panie Nowakowski, bo naskarżę Kipkowi, że się nade mną znęcasz.
-I myślisz, że Ci uwierzy? – zapytał.
Nie odpowiedziałam, tylko nalałam wody do kubka. Herbatę miałam zrobić sobie, ale najpierw należy obsłużyć gościa. Wstawiłam wodę ponownie i podałam kubek Nowakowskiemu. Kiedy on upił trochę napoju odpowiedziałam mu na zadane pytanie.
-Prędzej uwierzy swojej dziewczynie, niż Tobie. – wyszczerzyłam się. Miałam pecha, stałam przed Jankiem, a on wypluł to, co miał w ustach wprost na moją głowę. – Janek!
-Przepraszam, po prostu jeszcze niedawno obydwoje uparcie twierdziliście, że jesteście tylko przyjaciółmi. – roześmiał się. – Pójdę do Julka, a Ty się ogarnij, bo jak Kipek zobaczy Cię w takim stanie, to..
-.. jakim stanie? – zapytał Marcin wchodząc do salonu. Ach, czyli nawet nie usłyszeliśmy jak tu wchodzi. – Dlaczego masz mokre włosy?
-Niech Ci Jan powie, ja idę je umyć. – westchnęłam.
   Miałam nadzieję, że jego reakcja na wieść o tym, że jestem razem z Kipkiem była jedyną taką… dziwną. Bo moje włosy mogą nie przeżyć różnych innych dziwnych historii.

~~~

[Wronek]

     Opuszczałem szatnię w nie najlepszym humoru. Nie chodziło tu jednak o wynik meczu, ale o to, że w mojej głowie ciągle miałem oczy pełne łez Lilki.  Skrzywdziłem ją. Doszło to do mnie za późno, ale wierzyłem, że uda mi się to jakoś uratować.  Właśnie miałem zastanawiać się nad tym, jak wyjaśnię Majce, że z Nami koniec, kiedy poczułem, jak ktoś rzuca mi się na szyję. Dziewczyna chciała mnie pocałować, ale odsunąłem ją od siebie.  Majka wyglądała na zaskoczoną. Nie dałem jej dojść do słowa, tylko powiedziałem słowa, które chyba nikomu nie kojarzą się dobrze.
-Musimy porozmawiać.
   Nie czekając na jej odpowiedź chwyciłem ją za nadgarstek i pociągnąłem na parking, a później otworzyłem drzwi. Zajęła miejsce pasażera, więc obeszłam wokół samochód i usiadłem na drugim przednim siedzeniu.
-Posłuchaj Majka, nie zachowałaś się najlepiej wczoraj. – mruknąłem. Nie miałem czasu przygotować się do tej rozmowy, a nie chciałem jej skrzywdzić słowami, które wypowiem. – Poczynając od nazwania jej wywłoką, poprzez traktowanie mnie jak przedmiotu, o którym Ty decydujesz, czy chcesz Go oddać, czy nie. Nie chcę, byś mnie źle zrozumiała, ale wydaję mi się, że skoro się tak zachowujesz, to tak naprawdę nic do mnie nie czujesz, a jesteś ze mną przez to, że jestem siatkarzem. Może chcesz sławy, może chcesz pieniędzy, a może też się mylę. Wiem, że zapewne chciałaś przeprosić i udawać, że nic się nie stało, ale stało się. Mam paro miesięcznego synka i zrozumiałem, że zostawiając Jego matkę popełniłem największy błąd w moim życiu… Nie przerywaj mi. Chce powiedzieć, że to koniec, chociaż właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek coś do Ciebie czułem. Było mi tak wygodnie, że byłaś, bo nie myślałem wtedy o Niej. Spakowałem Twoje rzeczy, weźmiesz je i odwiozę Cię do Twojej przyjaciółki.
-Andrzej, nie możesz, ja naprawdę..
-… nie mów, że mnie kochasz. – uśmiechnąłem się przekręcając kluczyk w stacyjce. – Gdyby tak było nie dostałabyś wczoraj jakiegoś napadu szału dowiadując się, że mam syna.  Gdybyś mnie kochała wiedziałabyś, że Cie nie zdradziłem, bo Lila była przed przyjazdem do Bełchatowa. Nie kochasz mnie, tylko nie rozumiem, dlaczego ze mną byłaś i co chciałaś przez to osiągnąć.  Teraz mnie już to nie obchodzi, chce tylko, żebyś zabrała rzeczy z mojego mieszkania i zniknęła. Nie chcę Cię krzywdzić, ale to nie ma sensu Maja. Nie kocham Cię i Cię nie pokocham, dlatego lepiej, jeśli dzisiejsze nasze spotkanie będzie ostatnim i rozstaniemy się w spokoju.
-Nie możesz mnie zostawić! – pisnęła. – Ja..
-… powiesz mi, że jesteś w ciąży? – roześmiałem się parkując już przed mieszkaniem. – Posłuchaj, to naprawdę nie ma sensu. Nie masz mnie jak przy sobie zatrzymać, bo nie możesz być w ciąży, chyba, że ojcem Twojego dziecka miałyby być ktoś inny. Pamiętaj, że ostatnio spaliśmy ze sobą dwa miesiące temu i doskonale pamiętam, że się zabezpieczyliśmy.
-Nie możesz mnie zostawić, nie dam sobie rady…
-Ocho, czyli trafiłem, jesteś w ciąży. – prychnąłem z pogardą. – Idę po Twoje rzeczy, zaraz wracam.
   Nie było mnie parę minut. Wpakowałem jej walizkę i torbę na tylne siedzenie. Mój telefon leżał przestawiony. Spojrzałem na Maję.
-Grzebałaś w Moim telefonie? – zapytałem. Prychnęła nie patrząc na mnie. – Majka!
-Dzwonił ktoś do Ciebie, to wibrował i się przesunął. – mruknęła -Odwieź mnie do Matyldy.
   Westchnąłem. Czułem, że to nie koniec z Majką. Że mimo mojego spokoju podczas tej rozmowy coś jeszcze się zepsuje. Byłem pewny, że coś majstrowała przy tym telefonie, wiec chwyciłem Go w rękę. Faktycznie, dzwonił Karol, jednak czułem, że ona i tak używała Mojego telefonu.  Wysiadła z samochodu, zabrała swoje rzeczy, a ja zastanawiałem się co mam zrobić, żeby odzyskać Lilkę.

__________
Na początek roku krótki rozdział. Myślałam, że z tym rozdziałem będą dwa, ale chyba jednak będę moje nieliczne grono czytelników męczyła tutaj dłużej, a później, lub równocześnie na poki-na-to-czas.  gdzie w tej chwili zapraszam na Prolog. Nie wiem, czy zacznę już teraz, czy po skończeniu ZŁEJ DECYZJI, ale kiedyś na pewno.