środa, 1 stycznia 2014

Rozdział siódmy.

[Lila]

     W sobotę wieczorem do mojego mieszkania wszedł Marcin. Jego wejścia tutaj jak do siebie naprawdę mnie już nie dziwiły. Julek właśnie usnął, a ja robiłam sobie kolację. Spóźnioną kolację, jak to bywało w moim życiu.
-Olga ze mną zerwała. – mruknął siadając przy stole. Chociaż byłam odwrócona do Niego słyszałam, jak odsuwa krzesło i ciężko na Nie opada. Na te słowa odwróciłam się i spojrzałam na Kipka. – Widziała te zdjęcie, które pokazywał nam Janek w autobusie. Powiedziała, że Na nim wyraźnie widać, że mamy się ku sobie i nie może stanąć na naszej drodze.
Stanęłam obok Niego, a on pociągnął mnie na swoje kolana. Spojrzałam mu w oczy nie wiedząc, co się dzieje, bo Nigdy się tak nie zachowywał. A dokładniej chodzi mi o to, że nigdy znienacka nie zasadzał mnie na swoich kolanach.
-Wiesz, że coraz więcej ludzi Mi to mówi? Paru chłopaków z Politechniki zaczepiło mnie, gdy trzymając Julka czekałem na Ciebie, aż odbierzesz Swoje rzeczy. – roześmiał się. – Trener też pytał rano na treningu, czy Ty i ja… Wszyscy wokół zaczynają mi mówić, że do siebie pasujemy. I ja, w momencie, gdy Olga zerwała ze mną… trzy godziny temu zacząłem nad tym myśleć. Spacerowałem po Bydgoszczy i zastanawiałem się nad tym, co mówią mi inni. Wcześniej się tylko z tego śmiałem.  Ty z resztą też. Ale spacerując tak zdałem sobie sprawę, że chyba naprawdę cos w tym jest. Traktowałem Cię jak koleżankę, później zostawił Cię Andrzej, a ja chciałem Ci pomóc. I czym dłużej byłem obok, tym coraz bardziej się przyzwyczajałem. Chyba przegapiłem moment, w którym z przyjaciółki stałaś się kimś więcej. Może przez to, że byłaś obok? Może uświadomiłem to sobie, gdy pojawił się Andrzej? Nie wiem. Ale chyba coś w tym jest, że nie traktuję Cię już tylko jak przyjaciółki Lila. Nie wiem, czy to odpowiedni moment, by to wyznać, ale chyba się w Tobie zakochałem.
-Kipek, ja… - zaczęłam niepewnie. Nie spodziewałam się takiego wyznania z Jego strony. Nie sądziłam, że on może czuć to, co ja.
-Wiesz Lila, ktoś może mnie wyśmiać, ale naprawdę jesteś dla mnie ważna. – uśmiechnął się. – Nie obchodzi mnie to, że masz syna. Uwielbiam Julka i jeśli pozwolisz, zawsze będę chciał się Wami opiekować. Niezależnie od tego, czy Andrzejowi się to spodoba, czy nie. Właściwie, to jego zdanie najmniej mnie teraz obchodzi. To on z Ciebie zrezygnował. Może ktoś się kiedyś zapyta, dlaczego chce być z dziewczyną, która ma małe dziecko, ale wtedy odpowiem, że kocham ją najbardziej na świecie, a jej synek stał się moim synkiem. Kocham Cię Lila i chciałbym, byś została moją dziewczyną.
-… dziękuje. – dokończyłam wtulając się w Niego ufnie. – W Warszawie, gdy przyjechałam i patrzyłam na końcówkę meczu zdałam sobie sprawę, że byłam zaślepiona Andrzejem i nie zauważałam tego, że idealnego faceta mam na wyciągnięcie ręki, ale go nie dostrzegłam. Andrzej nie był ideałem, to ja się zmieniałam, byśmy byli razem. Nie dostrzegałam tego, że powinnam zrezygnować z Niego. I w Warszawie, gdy na Ciebie patrzyłam zdałam sobie sprawę, że byłeś we wszystkich ważnych momentach mojego życia. Byłeś, gdy mój świat się zawalił, byłeś, gdy urodził się Julek.. Zawsze mnie wspierałeś, byłeś obok i… też przegapiłam moment, w którym Cię pokochałam.
-Czyli od teraz mogę Cię nazywać swoją dziewczyną? – zapytał, a ja pokiwałam głową. – Więc nie muszę pytać o pozwolenie, gdybym chciał Cię w tej chwili pocałować?

~~~

     Gdy kolejnego dnia do mojego mieszkania wpadł Janek Nowakowski musiałam wyglądać na bardzo zdziwioną. Po pierwsze nie spodziewałam się, że mnie odwiedzi, po drugie czy kiedykolwiek powiedziałam mu, że może wchodzić do mojego mieszkania tak jak do siebie? I po trzecie – co on ode mnie chciał?
- Janek, możesz mi powiedzieć co tu robisz? I dlaczego wszedłeś do mojego mieszkania jak do siebie? – zapytałam śmiejąc się.
-Marcin mi pozwolił. – wyszczerzył się siadając na kanapie. – On pojechał do sklepu zrobić Ci zakupy i będzie tu niedługo.
Pokręciłam głową i opadłam na kanapę obok Nowakowskiego. Rozłożył ramię nakazując, abym się o Niego oparła. Wykonałam tę prośbę, a on wyglądał na naprawdę zadowolonego.
-Weronika jest wspaniała. – stwierdził. – I musisz mi pomóc, bo nie wiem, gdzie ją zabrać po południu.
-Weronika to dziewczyna, z którą się spotykasz, tak? – zapytałam dla upewnienia. Potwierdził. – Zabierz ją na spacer, jeśli chcesz rozmawiać. Kawiarnię odradzam, bo możesz mieć wrażenie, że wszyscy się na was patrzą. W Kinie możesz z kolei zasłaniać co niektórym film, więc albo idziecie na spacer, albo robisz coś, co zakłóci życie innym.
-Nie pomagasz. – fuknął na mnie. – Naprawdę chce, by jej się podobało.
-Zabierz ją na spacer, a później do jakiejś mało znanej kawiarenki, bo jak weźmiesz ją gdzieś do centrum, to będzie tak, jak mówiłam. – uśmiechnęłam się. Wspominałam jedno z moich wyjść z Andrzejem. Takie sytuacje, jakie opisałam Nowakowskiemu zdarzyły się mi i Mojemu poprzedniemu chłopakowi. – Janek, jeśli się jej podobasz, to wystarczy jej Twoje towarzystwo i już będzie idealnie.
-Myślisz?
-Wiem to Janie Nowakowski. – zaśmiałam się pokazując mu język. – Chcesz coś do picia?
-Herbatę poproszę. – odparł. – Idę ściągnąć kurtkę, strasznie tu gorąco.
-Ty jesteś jakiś gorący. – powiedziałam jakby do siebie, po czym oberwałam poduszką w plecy. – Panie Nowakowski, bo naskarżę Kipkowi, że się nade mną znęcasz.
-I myślisz, że Ci uwierzy? – zapytał.
Nie odpowiedziałam, tylko nalałam wody do kubka. Herbatę miałam zrobić sobie, ale najpierw należy obsłużyć gościa. Wstawiłam wodę ponownie i podałam kubek Nowakowskiemu. Kiedy on upił trochę napoju odpowiedziałam mu na zadane pytanie.
-Prędzej uwierzy swojej dziewczynie, niż Tobie. – wyszczerzyłam się. Miałam pecha, stałam przed Jankiem, a on wypluł to, co miał w ustach wprost na moją głowę. – Janek!
-Przepraszam, po prostu jeszcze niedawno obydwoje uparcie twierdziliście, że jesteście tylko przyjaciółmi. – roześmiał się. – Pójdę do Julka, a Ty się ogarnij, bo jak Kipek zobaczy Cię w takim stanie, to..
-.. jakim stanie? – zapytał Marcin wchodząc do salonu. Ach, czyli nawet nie usłyszeliśmy jak tu wchodzi. – Dlaczego masz mokre włosy?
-Niech Ci Jan powie, ja idę je umyć. – westchnęłam.
   Miałam nadzieję, że jego reakcja na wieść o tym, że jestem razem z Kipkiem była jedyną taką… dziwną. Bo moje włosy mogą nie przeżyć różnych innych dziwnych historii.

~~~

[Wronek]

     Opuszczałem szatnię w nie najlepszym humoru. Nie chodziło tu jednak o wynik meczu, ale o to, że w mojej głowie ciągle miałem oczy pełne łez Lilki.  Skrzywdziłem ją. Doszło to do mnie za późno, ale wierzyłem, że uda mi się to jakoś uratować.  Właśnie miałem zastanawiać się nad tym, jak wyjaśnię Majce, że z Nami koniec, kiedy poczułem, jak ktoś rzuca mi się na szyję. Dziewczyna chciała mnie pocałować, ale odsunąłem ją od siebie.  Majka wyglądała na zaskoczoną. Nie dałem jej dojść do słowa, tylko powiedziałem słowa, które chyba nikomu nie kojarzą się dobrze.
-Musimy porozmawiać.
   Nie czekając na jej odpowiedź chwyciłem ją za nadgarstek i pociągnąłem na parking, a później otworzyłem drzwi. Zajęła miejsce pasażera, więc obeszłam wokół samochód i usiadłem na drugim przednim siedzeniu.
-Posłuchaj Majka, nie zachowałaś się najlepiej wczoraj. – mruknąłem. Nie miałem czasu przygotować się do tej rozmowy, a nie chciałem jej skrzywdzić słowami, które wypowiem. – Poczynając od nazwania jej wywłoką, poprzez traktowanie mnie jak przedmiotu, o którym Ty decydujesz, czy chcesz Go oddać, czy nie. Nie chcę, byś mnie źle zrozumiała, ale wydaję mi się, że skoro się tak zachowujesz, to tak naprawdę nic do mnie nie czujesz, a jesteś ze mną przez to, że jestem siatkarzem. Może chcesz sławy, może chcesz pieniędzy, a może też się mylę. Wiem, że zapewne chciałaś przeprosić i udawać, że nic się nie stało, ale stało się. Mam paro miesięcznego synka i zrozumiałem, że zostawiając Jego matkę popełniłem największy błąd w moim życiu… Nie przerywaj mi. Chce powiedzieć, że to koniec, chociaż właściwie nie wiem, czy kiedykolwiek coś do Ciebie czułem. Było mi tak wygodnie, że byłaś, bo nie myślałem wtedy o Niej. Spakowałem Twoje rzeczy, weźmiesz je i odwiozę Cię do Twojej przyjaciółki.
-Andrzej, nie możesz, ja naprawdę..
-… nie mów, że mnie kochasz. – uśmiechnąłem się przekręcając kluczyk w stacyjce. – Gdyby tak było nie dostałabyś wczoraj jakiegoś napadu szału dowiadując się, że mam syna.  Gdybyś mnie kochała wiedziałabyś, że Cie nie zdradziłem, bo Lila była przed przyjazdem do Bełchatowa. Nie kochasz mnie, tylko nie rozumiem, dlaczego ze mną byłaś i co chciałaś przez to osiągnąć.  Teraz mnie już to nie obchodzi, chce tylko, żebyś zabrała rzeczy z mojego mieszkania i zniknęła. Nie chcę Cię krzywdzić, ale to nie ma sensu Maja. Nie kocham Cię i Cię nie pokocham, dlatego lepiej, jeśli dzisiejsze nasze spotkanie będzie ostatnim i rozstaniemy się w spokoju.
-Nie możesz mnie zostawić! – pisnęła. – Ja..
-… powiesz mi, że jesteś w ciąży? – roześmiałem się parkując już przed mieszkaniem. – Posłuchaj, to naprawdę nie ma sensu. Nie masz mnie jak przy sobie zatrzymać, bo nie możesz być w ciąży, chyba, że ojcem Twojego dziecka miałyby być ktoś inny. Pamiętaj, że ostatnio spaliśmy ze sobą dwa miesiące temu i doskonale pamiętam, że się zabezpieczyliśmy.
-Nie możesz mnie zostawić, nie dam sobie rady…
-Ocho, czyli trafiłem, jesteś w ciąży. – prychnąłem z pogardą. – Idę po Twoje rzeczy, zaraz wracam.
   Nie było mnie parę minut. Wpakowałem jej walizkę i torbę na tylne siedzenie. Mój telefon leżał przestawiony. Spojrzałem na Maję.
-Grzebałaś w Moim telefonie? – zapytałem. Prychnęła nie patrząc na mnie. – Majka!
-Dzwonił ktoś do Ciebie, to wibrował i się przesunął. – mruknęła -Odwieź mnie do Matyldy.
   Westchnąłem. Czułem, że to nie koniec z Majką. Że mimo mojego spokoju podczas tej rozmowy coś jeszcze się zepsuje. Byłem pewny, że coś majstrowała przy tym telefonie, wiec chwyciłem Go w rękę. Faktycznie, dzwonił Karol, jednak czułem, że ona i tak używała Mojego telefonu.  Wysiadła z samochodu, zabrała swoje rzeczy, a ja zastanawiałem się co mam zrobić, żeby odzyskać Lilkę.

__________
Na początek roku krótki rozdział. Myślałam, że z tym rozdziałem będą dwa, ale chyba jednak będę moje nieliczne grono czytelników męczyła tutaj dłużej, a później, lub równocześnie na poki-na-to-czas.  gdzie w tej chwili zapraszam na Prolog. Nie wiem, czy zacznę już teraz, czy po skończeniu ZŁEJ DECYZJI, ale kiedyś na pewno.