niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział ósmy




       Mimo, że Marcin był moim chłopakiem i traktował Julka jak swojego syna nie mogłam zabronić Andrzejowi kontaktów z Małym.  Wrona pisał prawie codziennie pytając co u Juliusza, jak się ma. Odpisywałam krótkie zdania, raz, czy dwa dołączyłam mu zdjęcie w wiadomości. Gdy dzwonił nie odbierałam.  Nie miałam ochoty słyszeć Jego głosu. Obawiałam się też spotkania z Nim. Nie wiedział, że Waliński został moim chłopakiem. Nie powinno mnie obchodzić Jego zdanie, jednak był ważną osobą w Moim życiu, przynajmniej jakiś czas temu. Teraz Andrzej powinien być kimś ważnym jedynie w życiu Julka. Ale chyba nawet to Go ominie. Co może zrobić na odległość? Nie było Wrony w najważniejszych chwilach dotychczasowego życia Julka i nie będzie Go.  Będzie tatusiem na weekendy. Na szczęście Julek ma dopiero ponad trzy miesiące i nie muszę mu tłumaczyć, dlaczego tak jest. Bo kiedyś będzie mnie to czekało. Wybiegam daleko w przyszłość, ale czasami zastanawiam się, co by było, gdyby Andrzej mnie nie zostawił. Ale wtedy śmieje się do siebie zdając sobie sprawę, że nie zobaczyłabym, jaki cudowny jest Marcin i nie zwróciłabym na Niego uwagi. A dzięki temu, że Wrona zmienił klub, to Marcin najpierw stał się moim przyjacielem, a teraz już nazywam Go moim chłopakiem. I właśnie ten mój chłopak opuszcza Łuczniczkę. Ze względu na ładną pogodę wybrałam się po Niego z Julkiem na trening. Dodatkowo też Waliński zabrał mój telefon z domu śpiesząc się. Mamy podobne modele, dlatego ja byłam w posiadaniu telefonu Marcina.

-Andrzej dzwonił. – powiedział całując mnie na powitanie w policzek. – Odebrałem, a on zaczął od tego, że wreszcie odbierasz Lila. Był zdziwiony, że to ja się odezwałem. Powiedział, że przyjedzie w pierwszy dzień po świętach i żebym Ci to przekazał.
-W takim razie pierwszy dzień po świętach spędzasz u mnie. – uśmiechnęłam się.
-Jeśli będziesz się czuła bezpieczniej przy mnie, nie ma sprawy. – odparł odbierając ode mnie wózek.
-O Kipek dorabia jako niańka. – roześmiał się Jurkiewicz, który właśnie opuścił halę. – Cześć Lila.
-Pełnoetatowa niania. – roześmiałam się również. – Miłego dnia!
Jurkiewicz nas zostawił, a my ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Zima nie była taka straszna, chociaż za dwa dni święta. Waliński ostatnio więcej czasu spędzał u mnie, niż u siebie. Czasem zdarzyło mu się zostać nawet na noc, ale teraz nie było przecież nic dziwnego.
-Dostałaś jakąś dziwną wiadomość. – oznajmił. – Przeczytałem ją zanim zorientowałem się, że mam Twój telefon, a to wszystko przez to, że mamy tą samą tapetę.
-Pokaż. – poprosiłam. Oddał mi mój telefon, a ja odczytałam smsa.

6 miesięcy, wiesz co się wtedy stanie? Czekaj na dalsze wskazówki.
    Numeru nie było, także nie wiedziałam, o co tu chodzi. Wzruszyłam tylko ramionami chowając telefon do torebki i oddając Walińskiemu Jego własność, którą to ja miałam w posiadaniu. Objął mnie ramieniem, a drugą ręką pchał wózek.  Przechodząca obok starsza kobieta uśmiechnęła się do Nas, mówiąc do swojego męża, że wyglądamy na tak samo zakochanych, jak oni w naszym wieku. Miałam nadzieję, że teraz będę już tylko szczęśliwa… Dobrze powiedziane, miałam nadzieję.

~~~~

   Święta, święta, święta. Wigilię spędziłam u rodziców, a pierwszego dnia przyjechał po mnie Marcin i ten dzień, jak i następny spędziliśmy w Jego rodzinnej Trzciance. Przypadkowo wygadał się, że ma dziewczynę, a Jego mama bardzo chciała mnie poznać. Obawiałam się tego, ponieważ nie miałam pojęcia jak zareaguje na to, że jej ukochany syn spotyka się z  dziewczyną, która ma dziecko z najlepszym przyjacielem Marcina. Julek został u Mojej mamy, która stwierdziła, że ostatnio w ogóle nie dzwonie do Niej i nie pozwalam zajmować się wnukiem. Siedząc więc obok Marcina na kanapie w salonie Jego rodzinnego domu słuchałam tego, jak Jego mama zachwala mnie i ciasto, które przywiozłam. Uśmiechałam się tylko nikle wiedząc, że jeśli się dowie, że mam syna nie będzie do mnie tak przyjaźnie nastawiona, jak teraz. Marcin wyczuwał, że jest coś nie tak, bo ucałował mnie w czoło, co rozczuliło Panią Walińską.

- Marcin, a jeszcze niedawno miałeś dziewczynę, Olgę. Co się z Nią stało? – zapytała.
-Rozstaliśmy się. – odparł. – Uznaliśmy, że będzie tak lepiej. Widziała, że między mną, a Lilianą coś.. jest. Z resztą nie ona jedna. Usunęła się na bok, ale nadal się przyjaźnimy.
-Kipek, a Ty kiedyś opowiadałeś o Lilianie..
  Westchnęłam, a Marcin spojrzał na mnie i zaczął opowiadać całą historię. Poczynając od tego, jak zostawił mnie Andrzej, poprzez pomaganie mi, przez poród Julka, aż do zdania sobie sprawy z tego, że mnie kocha.  Jego mama uśmiechała się tylko. Gdy Marcin skończył i patrzył na Nią wyczekująco oznajmiła, że najważniejsze, żeby to on był szczęśliwy. Od razu zaznaczyła, że jeśli przyjedziemy następnym razem to mamy zabrać ze Sobą Julka, a mi spadł ogromny kamień z serca. Wypytywała o Marcina jak się zachowuje w tej Bydgoszczy. Ze śmiechem opowiadałam o tym, że czuje się w moim mieszkaniu jak u siebie.  Później z kolei wypytywała jak idzie mu zajmowanie się Julkiem, a ja opowiadałam, że naprawdę świetnie sobie radzi i traktuje Julka jak własne dziecko. To zdanie sprawiło, że kobieta zapowiedziała, że to jednak ona nas odwiedzi, bo musi na własne oczy zobaczyć, jak Marcin opiekuje się Małym. Późnym popołudniem drugiego dnia świąt opuszczałam dom państwa Walińskich w świetnym humorze. Cieszyłam się, że zostałam zaakceptowana przez rodzinę Marcina, tak samo, jak wiadomość, że mam syna. Bo nie chciałabym stawiać Kipka w sytuacji, w której Jego matka kazałaby mu wybierać. Wszystko jest jednak dobrze.
-Kocham Cię. – szepnęłam Cicho, gdy wsiedliśmy do pojazdu Marcina.
-Mówiłem, że nie będzie źle. – roześmiał się.

~~~~

    Siedziałam wtulona w Marcina, a Andrzej kołysał Julka. Wrona przyjechał około południa i miał zostać do jutra.  Dotychczas rozmowa dotyczyła młodego, więc było w miarę normalnie. Z Kipkiem zachowywałam się tak, jakbyśmy byli przyjaciółmi. Nie chciałam tłumaczyć się Wronie.  Gdy Julek usnął Waliński ucałował mnie w czoło, mówiąc, że na Niego już czas. Niestety Andrzej nocował u mnie. Początkowo Marcin chciał zostać, jednak sama chciałam się rozliczyć z przeszłością. Raz na zawsze. List okazał się nie być najlepszym wyjściem, więc może rozmowa z Andrzejem da zamierzony efekt? 

   Kiedy Marcin opuścił moje mieszkanie Andrzej usiadł obok mnie. Czułam, że chce porozmawiać. Przy Walińskim nie było jak. Westchnęłam, gdy posadził mnie na swoich kolanach. Objął mnie, a swoją głowę położył na moim ramieniu.
-Nie wiem, od czego zacząć. – westchnął.  – Zerwałem z Mają.
-Rychło w czas. – mruczę patrząc na zdjęcie wiszące na ścianie. Jest tam chyba z sentymentu, bo to moje pierwsze zdjęcie z Andrzejem. Uśmiechamy się siedząc na trybunach Łuczniczki. Początkowo to właśnie tam się widywaliśmy, na meczu, czy treningu. 
-Zrozumiałem, że to Ty zawsze byłaś dla mnie najważniejsza Lilka. –szepnął głaszcząc mnie po policzku. – Popełniłem tyle błędów od kwietnia. Nie powinienem być Cię zostawiać, nie powinienem Cię krzywdzić. Nie potrafię bez Ciebie żyć. Chciałbym wszystko naprawić. Dla Ciebie, dla Nas, dla Julka. Mamy syna, który powinien mieć pełną rodzinę. Naprawmy to. Kocham Cię Lilka. Nie chcę by to wszystko skończyło się na dobre. Dajmy sobie jeszcze jedną szansę, Ty daj mi tę szansę… Lilka?
-Ja też ostatnio wiele zrozumiałam Andrzej. – mruknęłam. – Zrozumiałam tak wiele gdy wyjechałam po meczu do Warszawy i patrzyłam na Marcina. Doszło do mnie, że wyleczyłam się z Ciebie. Dostrzegłam, że nie będziesz ideałem Andrzej. Kochasz siatkówkę, nie byłam w stanie tego zmienić. Zostawiłeś mnie, ale był Marcin. Zrozumiałam, że kocham Go, chociaż przegapiłam moment, w którym to się stało. Nie da się już naprawić tego, co łączy Ciebie i mnie. Nie dostaniesz kolejnej szansy. A Julek będzie miał pełną rodzinę, z tym, że to nie Ty będziesz Go wychowywał. Kontaktów Wam nie zabronię, zawsze będziesz Jego ojcem.
-Jesteś z Marcinem? – zapytał zdziwiony. – Ale przecież przed chwilą..
-Chciałam Ci to wyjaśnić na spokojnie. – uśmiechnęłam się zeskakując z Jego kolan. – Po prostu tak wyszło. Gdy byłeś tu w listopadzie byłam gotowa wszystko ratować. Minął miesiąc, a ja jestem od ponad dwóch tygodni szczęśliwa z Marcinem. 
-Czyli się spóźniłem? – zapytał.
-Przykro mi. – odparłam. – Miałeś swoją szansę, całe dwa lata, po których wybrałeś grę w lepszym klubie. Nie miej do mnie pretensji, że zaczęłam sobie układać życie z Twoim najlepszym przyjacielem za czasów gry w Bydgoszczy.
-Jesteś szczęśliwa?
-Teraz tak. – odparłam. – Przyniosę Ci koc o poduszkę.
Nie dałam mu nic więcej powiedzieć, opuściłam pokój, ale i tak wróciłam po chwili, z wcześniej wspomnianymi rzeczami. 
-Lilka…. Będziesz z nim szczęśliwa?
-Będę Andrzej. – odpowiadam widząc, że wpatruję się w zdjęcie, które ja wcześniej oglądałam. – Czas chyba je stamtąd ściągnąć.
-Co?
-Zdjęcie. – mruczę rzucając w Niego kocem. Mam już zostawić Go samego, ale odwracam się.
-Andrzej?
-Co?
-Majka nie spodziewa się Twojego dziecka? – zapytałam. – Dostałam ostatnio dziwną wiadomość z zastrzeżonego numeru.
-Zdradzała mnie. – mruknął.
-Przykro mi.
    Mruczy coś, ale nie mam pojęcia co.  Kieruję się do swojego pokoju uprzednio zaglądając do Julka. Poprawiam mu kołdrę. Piszę do Kipka, że wszystko jest dobrze i że Andrzej wie, że jestem z Marcinem. Przeczucie mówi mi jednak, że nie będzie spokojnie. Coś się jeszcze zepsuje. Pytanie: co?

~~~~


   Julek budzi mnie w nocy dwa razy, więc wstaję niewyspana i idę do kuchni, gdzie siedzi Andrzej.  Uśmiecham się do Niego, kiedy wstaje z krzesła i podchodzi do Mnie.
-Przemyślałem wszystko. – wyszeptał do Mojego ucha. – Nie poddam się tak łatwo. Lilka, ja naprawdę Cię kocham.
-Andrzej, nie utrudniaj. – mruczę odwracając głowę, gdy chce mnie pocałować. – Wydaje mi się, że wczoraj wytłumaczyłam Ci, że to koniec, naprawdę. Kocham Marcina, musisz to zaakceptować. Wszystko zepsułeś. Musisz się poddać, odpuścić bo..
    Przerywa mi odwracając moją twarz w swoim kierunku i zaczyna mnie całować. Wyrywam się nie chcąc tego. W końcu uderzam Go w twarz, co skutkuje tym, że odskakuje ode mnie.
-Andrzej, co Ty wyprawiasz? – krzyczę machając rękami.  – Nie będziemy razem! Zrozum to, że wszystko zepsułeś! Kochałam Cię, byłam gotowa jechać z Tobą nawet na koniec świata, ale Ty myślałeś inaczej! Wydawało mi się, że wczoraj zrozumiałeś, że już Cię nie kocham i jestem szczęśliwa, ale nie, Ty musisz psuć wszystko jeszcze bardziej! Nienawidzę Cię! Myślałeś, że jak mnie pocałujesz, to nagle wróci wszystko? Nie, nie wróci! Zabieraj swoje rzeczy i wyjazd z mojego mieszkania! Chciałam sprawę z Julkiem załatwić bez rozgłosu, chciałam się normalnie dogadywać kiedy będziesz się mógł z Nim spotykać. Ale skoro Ty komplikujesz wszystko, to jeśli teraz chcesz się z Nim zobaczyć, złóż papiery w sądzie… Nie, zabieraj rzeczy i wyjazd z Mojego mieszkania!
  
 Przez cały mój monolog krzyczałam machając rękami. Andrzej naprawdę wyprowadził mnie z równowagi. Wczoraj był spokojny i byłam pewna, że wszystko rozumie i da spokój. Że będę szczęśliwa z Marcinem, ale nie, bo Wrona stwierdził jednak, że on jednak będzie walczył. Widzę, że chce się odezwać, ale wskazuje na drzwi. Zabiera Swoją torbę, jednak odwraca się.
-Pożegnam się z Julkiem.

   Szepta coś Julkowi, po czym odwraca się i patrzy na mnie smutnym wzrokiem. Opuścił mieszkanie, a ja czując łzy w oczach pobiegłam do własnego pokoju, gdzie rzuciłam się na łóżko i wtuliłam w poduszkę. Czy Wrona zawsze musi zmieniać zdanie? Czy nie mógł zostać przy tym, że wszystko rozumie? Tylko musiał po niespełna dwunastu godzinach stwierdzić, że On jednak będzie o mnie walczył? Leżąco na łóżku znalazł mnie Marcin, który obiecał, że wpadnie rano. Przytulił mnie, otarł łzy i cicho wyszeptał pytanie, co się stało. Objęłam mocniej Jego szyję mówiąc o kłótni z Andrzejem, o ile można to tak nazwać. Tulił mnie mówiąc, że nie pozwoli by Wrona znów mnie skrzywdził, a ja powoli się uspokajałam.  Dopiero Julek sprawił, że jedno z Nas musiało przerwać tę miłą chwilę. Marcin po Niego poszedł, a ja uśmiechnęłam się lekko. Co ja bym teraz zrobiła bez Walińskiego?

_____________

Cześć, 
  Rozdział powstał w wielkich męczarniach, pisany małymi częściami, więc wcale nie oczekuje komentarzy chwalących to powyżej. Tym razem już jestem niemalże pewna, że jesteśmy przy końcu opowiadania. 

Pozdrawiam, Irmina