czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział szósty.



[Lila]

   Karol zawiózł mnie o Warszawy, Andrzej nie sprzeciwiał się po paru gorzkich słowach, które mu wyznałam. Na hali pojawiłam się w czasie ostatniego seta, uprzednio zostawiłam wózek i torbę w sekretariacie. Wszystko to za sprawą Kłosa. Nie mógł ze mną zaczekać, wiec pożegnał się i obiecał, że postara się doprowadzić Andrzeja do porządku. Wcale tego nie oczekiwałam.  Coraz częściej dochodziło do mnie, że Wrona nie był facetem dla mnie. Nie było kompromisów między Nami nigdy. To ja podporządkowałam całe swoje życie pod Andrzeja. Wtedy kochałam Go i nie chciałam psuć tego, co między Nami jest. 

     Teraz patrząc na Walińskiego uśmiechnęłam się do siebie. Dlaczego wcześniej nie zauważałam, że mam kogoś, w kim mogłabym się naprawdę zakochać zupełnie obok? Wcześniej Marcin był tylko przyjacielem Wrony. Widywałam Go w czasie wspólnych domówek, spotkać, czy po meczach.  Dlaczego wtedy nie zwróciłam na Niego uwagi? Aż tak bardzo byłam zapatrzona w Andrzeja? Spojrzałam znów na Walińskiego. Ostatnio patrzyłam na Niego naprawdę inaczej. Był obok w chwilach, gdy potrzebowałam wsparcia. Był, kiedy nie chciało mi się już żyć. Właśnie, był… W przeciwieństwie do Andrzeja, który na pierwszym miejscu postawił siatkówkę i nie zamierzał tego zmieniać. Waliński potrafił coś ujrzeć poza żółto-niebieską piłką. Czy w tej chwili zdałam sobie sprawę, że naprawdę Kipek był kimś z kim mogłabym spędzić resztę życia? Chyba będę musiała mu powiedzieć, że nie porozmawiam jednak z Olgą…

     Mecz się zakończył, a ja spojrzałam na smutne twarze bydgoskich chłopaków. Ten sezon naprawdę im się nie układał. Ciągle czegoś brakowało, a przecież mieli potencjał, mieli papiery na zwycięstwa.  Julek właśnie się obudził. Westchnęłam cicho wiedząc, że zaraz się rozpłaczę. Nie mogłam jednak teraz położyć nosidełka i wyciągnąć Go, więc rozejrzałam się nerwowo chcąc wierzyć, że może Marcin, czy ktokolwiek inny z siatkarzy Bydgoszczy mnie rozpozna. Chyba ktoś nade mną czuwał, ponieważ spojrzał na mnie Marcin, ale Wika. Pomachałam mu, a on od razu poszedł do Kipka. Waliński najpierw słuchał Swojego imiennika, po czym zaczął się rozglądać. Wika pokazał mu mnie, a on wyglądał na naprawdę zdziwionego. Powiedział coś trenerowi i po chwili był już obok. Wziął na ręce Julka, który na Jego widok się ucieszył. Jeśli jest to możliwe oczywiście w wieku tak małego dziecka.
-Co się stało? – zapytał Marcin.
-Andrzej powiedział tej Swojej przy mnie. Powinien to załatwiać sam, a nie prawie że wysługiwać się mną. – mruknęłam zła. – Poza tym ta dziewczyna jest okropna. Nazwała mnie wywłoką, a Wrona nie zareagował, to Kłos jej kazał uważać na słowa. Później było coś jeszcze o tym, że mam się trzymać od Andrzeja z daleka, bo jestem brzydulą i nie dorastam jej do pięt, czy coś takiego. Karol mnie tu przywiózł. Rzeczy mam w sekretariacie… I błagam, nie mów, że wiedziałeś, że tak to będzie wyglądało.
-Choć tu. – odparł wyciągając do mnie jedną rękę.  W drugiej trzymał przecież Julka. Wtuliłam się w ramie Walińskiego. Nie zastanawiałam się wtedy nad tym, ilu fotografów zrobi nam zdjęcie, ile osób uzna, że mój Julek jest synem Kipka, a mnie uznają za Jego dziewczynę. – Nie powinienem Ci pozwolić tam jechać, wiedziałem, że to się tak skończy.
-Marcin..
-Będę musiał osobiście się wybrać do Andrzeja, albo poczekam, aż przyjedzie do Bydgoszczy, wtedy wygarnę mu to, co myślę o Nim od kwietnia. – szepnął. – Chodź, poczekasz na mnie pod szatnią, szybko się ogarnę, porozmawiam z trenerem i odbierzemy Wasze rzeczy.
-… dziękuje, że jesteś. – dokończyłam to, co chciałam powiedzieć wcześniej.
Uśmiechnął się oddając mi synka, po czym pociągnął za rękę w stronę wcześniej wspomnianego miejsca. Jakaś dziennikarka wyraźnie chciała z Marcinem przeprowadzić wywiad, jednak ten pokręcił głową.
     
Opierając się o ścianę zdałam sobie sprawę, że z dzisiejszym dniem naprawdę kończę rozdział z Andrzejem Wroną w roli głównej. Przez chwilę, tydzień temu miałam ochotę to ratować. Ale tylko przez chwilę. Teraz wiem, że dwa lata, które z Nim spędziłam trzeba zakopać. Dla mojego dobra. Nawet jeśli do końca życia mam być samotna. Wokół przecież jest tylu mężczyzn, z którymi mogłabym spędzić kolejne lata, a ja mam ciągle pamiętać o Wronie? Niedoczekanie! Grubą kreską przekreślam nazwisko WRONA w moim życiu. To KONIEC, taki definitywny. Nie zabronię mu spotkać z Julkiem, ale w Moim sercu nie ma już miejsca dla takiego faceta, jak On. 


~~~~

-Kipek, wiesz, że masz żonę i dziecko? – zapytał Janek Nowakowski. Od paru minut środkowy siedział wpatrzony w Swój telefon.   – Jakaś dziewczyna, na swoim profilu opatrzonym dopiskiem ‘photography’ dodała Twoje, Julka i Lilki zdjęcie, a jakaś dziewczyna napisała, że to Twoja żona i dziecko. O i teraz jej ktoś odpisał, że przecież to niemożliwe.
Uśmiechnęłam się, ponieważ Marcin nie słyszał tego, co powiedział Janek. Spał oparty o moje ramie trzymając Julka. Siatkarze byli tak mili, że miejsca na tyle zajęliśmy w trójkę, a przed nami siedział właśnie Nowakowski.
-Marcin śpi. – szepnęłam do Janka i wyciągnęłam Swój telefon. – Co to za profil? Chętnie skomentuje.
Janek podał mi imię i nazwisko dziewczyny, a ja po znalezieniu profilu otworzyłam zdjęcie, które pokazał mi Jan.  Wystukałam w klawiaturę

Nie wiedziałam, że wzięłam już ślub. Pozdrawiam serdecznie, (nie)żona. 

    Janek polubił za to zdjęcie, jak mi i mój komentarz. Nie minęły dwie minuty, a dostałam wiadomość od fotografującej dziewczyny z zapytaniem, czy może zostawić zdjęcie na profilu i że dopisze w opisie, że przyjacielskie spotkanie w Warszawie. Zaczęliśmy się z Jankiem śmiać, co obudziło Marcina. Wytłumaczyliśmy mu, co się dzieje, pokazaliśmy zdjęcie i zapytałam, co mam odpisać niejakiej Magdzie. Marcin machnął ręką mówiąc, że może zostać, jeśli faktycznie napisze o spotkaniu przyjacielskim. Odpisałam tak, jak mówił i wtuliłam się w Jego ramię. Zapomniałam w tamtej chwili o tym, że Marcin ma Olgę. Że miałam porozmawiać z dziewczyną o tym, że Waliński jest tylko moim przyjacielem i że nic nas nie łączy. Bo czy naprawdę nic nas nie łączyło?


[Wronek]

     Zdecydowanie postąpiłem nie tak, jak powinienem. Znaczy wiem to teraz. Wcześniej wydawało mi się, że najlepiej będzie, jeśli powiem Majce o Julku i Lilianie w momencie, gdy będziemy w czwórkę, albo chociażby w trójkę, bo przecież Julek miał niewiele do powiedzenia. Znaczy nic by nie powiedział, bo przecież jest jeszcze na to za mały. A właściwie, to dla mnie miało być tak najlepiej.  Nie pomyślałem wtedy, że dla Lilki to najgorsze z możliwych rozwiązań. To ja namieszałem, to ja ją zostawiłem. Nie powinienem jest stawiać w takiej sytuacji, ale zrozumiałem to dopiero w momencie, gdy Maja nazwała ją wywłoką, a mnie zatkało i nie umiałem zareagować. 
 
       Poza tym Maja nie miała racji, moja Lila nie była brzydulą. Była najpiękniejszą kobietą, jaką spotkałem w Swoim życiu. I zrozumiałem to właśnie dzisiaj. A w sumie to doszło do mnie, że właśnie ją tracę. Nie chciałem jej tracić. Ciągle kochałem Ją najbardziej na świecie.  To nie Maja zadecyduję, czy Liliana może być ze mną, czy nie. Tylko ode mnie zależało z kim będę. Wyciągnąłem z szafy walizkę mojej dotychczasowej lokatorki i zacząłem pakować jej rzeczy. Nie zwracałem uwagi na to, że nie są złożone. Nie obchodziło mnie to, że dziewczyna będzie musiała je wyprasować. Chciałem pozbyć się Majki z mojego życia.

      Może jest jeszcze szansa, że Liliana mi wybaczy? Może nie zepsułem tego wszystkiego? Czas wreszcie naprawdę naprawić wszystko to, co zepsułem w kwietniu. Tylko czy jest jeszcze na to czas? Czy się nie spóźniłem? Czy dzisiejsze wydarzenia nie zaprzepaściły wszystkiego? Czy miałem jeszcze o co walczyć?


[Kipek]

    Spacerowałem ulicami Bydgoszczy. Jakiś czas temu skończyłem spotkanie z Olgą.  Zostawiła mnie. Powiedziała, że nie chce stać na Mojej i Liliany drodze. Widziała zdjęcie, o którym wspominał Janek. Doszła do wniosku, że wyglądamy na Nich na naprawdę zakochanych. Mówiła, że nie ma do mnie żalu, ponieważ wie, że nigdy jej nie zdradziłem, że traktujemy się z Lilą jak przyjaciele, chociaż widać, że czujemy do siebie znacznie więcej.  Nie chciałem się z tym zgodzić, ale Olga powiedziała, że będzie lepiej, jeśli nie będę z Nią. Obiecała, że nadal będzie moją koleżanką, bo uważała za śmiesznie pytanie mnie, czy zostaniemy teraz przyjaciółmi.  Życzyła mi szczęścia. A ja opuściłem jej mieszkanie nie wiedząc, co mam robić.

   Czy mogłem kochać Lilę? Nigdy nie myślałem o Niej w ten sposób. Była byłą dziewczyną mojego przyjaciela, która po prostu potrzebowała mojej pomocy. Spędzałem z Nią naprawdę wiele czasu i pragnąłem jej szczęścia. Czy mogłem czuć do Niej coś więcej? Lubiłem spędzać czas z Nią i jej synkiem. Nienawidziłem momentów, gdy była smutna i płakała. Troszczyłem się o nią i martwiłem. Chciałem dla Niej jak najlepiej i nie uważałem za dobre tego, że pojechała do Wrony. Andrzej po tym, jak został w Bydgoszczy po naszym meczu działał mi na nerwy. Nie chciałem, by skrzywdził Lilkę po raz kolejny. Kolejnych łez spływających po jej policzkach z Jego powodu na pewno bym nie wytrzymał. Czy te wszystkie czynniki mogły się złożyć na uczucie jakim jest miłość?  Wcześniej, gdy Lila czasem mówiła, że gdyby znała mnie wcześniej, niż Andrzeja to byłaby ze mną śmialiśmy się razem. Ale czy nie było w tym racji? Czy gdybym poznał Lilianę przed Andrzejem, to czy dziewczyna nie była by teraz ze mną? Czy nie musiałbym się teraz zastanawiać nad tym, czy ją kocham, bo zwyczajnie w tym momencie bym ją kochał? 

___________

     Chyba bliżej końca, niż początku. Zdecydowanie lepiej wychodzą mi krótsze opowiadania, a tutaj i tak jest nie tak, jak wymyśliłam wcześniej. A ten rozdział wyszedł najprawdopodobniej przełomowy.  Może nie wyszedł najdłuższy, ale pisałam Go parę dni z doskoku. Przygotowania do świąt sprawiły, że gdy siadałam przed komputerem nie miałam siły wystukiwać w klawiaturę kolejnych wydarzeń z życia Lilki, Kipka, Julka i Andrzeja. 
    Wydaję mi się też, że to ostatni wpis w tym roku, dlatego.. wszystkiego dobrego w nadchodzącym, 2014 roku!

piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział piąty.



     Odwlekłam rozmowę z Olgą, przyznam się szczerzę. Bałam się rozmowy z Nią. Z jednej strony nie chciałam, by ona i Marcin byli skłóceni, a z drugiej strony bałam się, że i my się pokłócimy, a dziewczyna Kipka naprawdę zabroni nam się spotykać. Z resztą miałam na głowie ten weekend w Bełchatowie, którego nie byłam już wcale tak przekonana, że dobrze postąpiłam, jednak nie miałam odwrotu.


    Andrzej przyjechał do Bydgoszczy po dwudziestej drugiej w czwartek. Wiedziałam, że z samego rana znów będzie prowadził, dlatego pościeliłam mu w salonie i nakazałam  zjeść kanapki, które stały na stole w kuchni i położyć się spać. Protestował, koniecznie chciał porozmawiać, jednak nie pozwoliłam mu na to. Nie byłam gotowa na rozmowę, ponieważ spodziewałam się tego, że może się skończyć tak, jak w sobotę. W nocy obudziłam się dwa razy do Julka, a już o siódmej robiłam śniadanie w kuchni. Wrona póki co spał, a ja mogłam przygotować się psychicznie na spędzenie paru godzin z nim w jednym samochodzie. Robiłam to przez poprzednie dni, jednak chyba nie na tyle skutecznie, by dziś się nie bać. Czułam, że coś pójdzie nie tak, że znów będę płakać. Bardzo chciałam się mylić…



~~~



     Przemierzaliśmy kolejne kilometry Andrzejowym samochodem. Julek spał, choć z początku było ciężko. Dotychczas jeśli podróżował samochodem, to był Kipek, który wystarczyło, że zaczął nucić jakąś melodię, a mój synek zasypiał. Teraz tego brakowało, więc to ja musiałam nucić samej mi nie znane melodie, próbując naśladować Walińskiego.  Ciszę, która właśnie trwała przerwał dźwięk telefonu Wrony. Zjechał na pobocze, jednak uprzednio rozłączył połączenie.
 -To Karol. – powiedział cicho. – Wysiądę i oddzwonię, nie chce obudzić Małego.
Pokiwałam tylko głową zerkając na Julka. Nie rozmawiałam z Andrzejem, przynajmniej można tak powiedzieć. Były pół zdania, chociaż czułam, że on chce mi coś powiedzieć, jednak ja broniłam się przed tym. Miałam z nim spędzić czas aż do niedzieli, a jeśli to, co chciał powiedzieć miałoby sprawić, że nie wiedziałabym co robić to wolałam dowiedzieć się tego jak najpóźniej.

-Mam problem. – mruknął Andrzej wsiadając do pojazdu. – Maja dzwoniła do Karola i pytała o mnie..

-… nie powiedziałeś jej o mnie i Julku? – zapytałam cicho, ale ze złością. Julek spał i nie byłoby dobrym rozwiązaniem krzyczenie na Wronę, bo kolejne pół godziny uspokajałabym synka. – Świetnie Andrzej, świetnie..

-Miała wyjechać dziś z rana. – jęknął. – Powiedziałem, że śpię u Karola, bo oglądamy jakiś mecz piłki nożnej. Nie zna się na tym, więc tylko życzyła miłego oglądania. Myślałem, że powiemy jej razem w niedziele..

-O tym chciałeś ze mną porozmawiać? – fuknęłam. – Ja mam jej powiedzieć, że jesteś ojcem, bo się boisz? Gdyby nie to, że masz trening, to właśnie nawracałbyś i odwoził mnie do Bydgoszczy. Ale skoro jesteśmy już w tej Łodzi, to trudno, jedziemy do tego Bełchatowa, ale na pewno nie nocujemy u Ciebie, dopóki Twoja Maja nie wie, że masz syna nie będziemy rozmawiać. Zawieź mnie gdziekolwiek. Jeśli chcesz, bym nie zabraniała Ci kontaktów z Julkiem to musisz mi pokazać, że Ci na Nim zależy, bo mi po prostu daj święty spokój.

-Lila…

-Nie odzywaj się do mnie, jedźmy. – powiedziałam ostro. – Najpierw wyjaśnij sobie wszystko z Mają, powiedz jej o Julku, a później próbuj sprawić, żebym Ci zaufała na tyle, byś naprawdę mógł się zajmować Julkiem, bo nie będę przyjeżdżała do Ciebie za każdym razem, gdy zechcesz z Nim spędzić trochę czasu.

    Zapiął pasy i ruszył, a ja byłam wściekła. Chciał żebym ja mówiła Jego obecnej dziewczynie o tym, że jej chłopak jest ojcem? Chciał, żebym to ja załatwiała sprawy, które powinien wyjaśnić on.

   Gdyby nie to, że siatkówka była dla Andrzeja Wrony najważniejsza i nie chciał wybierać, to właśnie odwoziłby nas do Bydgoszczy. Wiedziałam jednak, że Jego nieobecność na treningu wszystko by mu zepsuła. A dla mnie chyba wciąż było najważniejsze to, aby był szczęśliwy…



~~~~



-Nie pozwolę Wam nocować w hotelu, czy motelu. – oznajmił Andrzej. – Gdy byliśmy na stacji paliw, a Ty nie chciałaś wyjść zadzwoniłem do Karola. Oli nie ma w tym tygodniu, więc możesz nocować u Niego z Julkiem. Oczywiście On zadzwonił do Oli i jej o wszystkim powiedział…

-… bo nie jest tak bezmyślny, jak Ty. – odparłam ostro odpinając pasy Julka. Sięgnęłam po kurteczkę i założyłam ją synkowi. – Wyciągaj moje rzeczy, idę do Karola, a ty jedź do Swojej Mai.

-Lilka, ja..

-W tej chwili naprawdę mało mnie obchodzi, co masz mi do powiedzenia Andrzej. – mruknęłam widząc, że z mieszkania wychodzi Karol. – Cześć.

-Cześć Lilka. – uśmiechnął się środkowy. – Wezmę Twoje rzeczy i…

-.. my już się pożegnaliśmy z Andrzejem, więc idę z Tobą. – uśmiechnęłam się. – Jak wszystko załatwisz… chociaż w co ja wierzę, że Ty się odważysz jej powiedzieć, skoro ja jej miałam to wyjawić. Po prostu jak już wyjawisz światu tą jakże radosną nowinę, to możesz dać znać, chętnie dowiem się kiedy mam oczekiwać w drzwiach mieszkania Karola Twojej Majki, która będzie chciała zobaczyć, jak wyglądam jeszcze żyjąc przed tym, jak zechce mnie udusić. Muszę uprzedzić Kipka, żeby zajął się Julkiem.

-Dlaczego Ty tak bardzo lubisz Kipka? – zapytał.

-Bo prostu jest wtedy, gdy Go potrzebuję. – odparłam.  – Do zobaczenia w niedzielę, chyba, że załatwię sobie inny powrót do Bydgoszczy.


   Nie czekam, aż odpowie. Odwracam się z synkiem na rękach kierując do mieszkania Kłosa. Karol robi to chwilę po mnie, jednak Andrzej też, w końcu ktoś musiał przynieść wózek. Na szczęście od razu opuścił mieszkanie Kłosa. 


    Parę minut później siedzę w salonie Kłosa, a Julek leży w wózku. Karol podaję mi herbatę, a ja cicho dziękuje. Dość dawno nie rozmawiałam z siatkarzem. Ostatni raz widzieliśmy się w poprzednim sezonie po tym, jak Skra grała w Bydgoszczy z Delectą. W sobotę przecież od razu zniknęłam z Andrzejem, więc nie mogłam porozmawiać z teraz już blondwłosym siatkarzem.

-Nie wiedziałem, że Andrzej jest ojcem. – zaczął niepewnie.  – Przed meczem w Bydgoszczy dziwnie się zachowywał, ale nie chciał nic powiedzieć. Dopiero wczoraj przed treningiem po południu powiedział mi, że jedzie po Ciebie i Waszego syna. Nic nie wiedział?

- Wysłałam mu list na adres klubu. – odparłam. – Wiedziałam, że kogoś ma. W dniu, gdy mnie zostawił mówiąc, że wyjeżdża do Bełchatowa, a nie chce, bym rzuciła całe moje życie w Bydgoszczy miałam mu powiedzieć.. Ale nie potrafiłam widząc, że jest już spakowany.

-Wiesz, on naprawdę żałował tego, że Cię zostawił. – westchnął Karol. – Pamiętam, jaki był przybity, jak bardzo chciał wrócić, przytulić i powiedzieć, że nie chcę żyć bez Ciebie. Wtedy wydawało mu się, że naprawdę robi dobrze Lila. Później zrozumiał, że źle zrobił. Nie chciał, być kazała mu wybierać, ale to siatkówka zmusiła Go do wyboru. I wybrał źle.

-Wybrał źle, ale teraz zamiast wszystko naprawić… psuje jeszcze bardziej. – roześmiałam się sztucznie. – Nie powiedział Majce, że przyjeżdżam z Julkiem, nie wie, że Andrzej ma syna. On chciał, żebyśmy jej to powiedzieli razem w niedzielę. Ale to nie ja mam jej to mówić, tylko Andrzej. Gdyby ona zobaczyła mnie z Julkiem, a Andrzej powiedział, że muszą porozmawiać to nawet nie trzeba sobie wyobrażać, co by się stało.

- Z tym się zgadzam, przesadził. – uśmiechnął się. – Maja jaka by nie była, zasługuje, by dowiedzieć się od Niego. I przyznam Ci szczerzę, ona wcale mi się nie podoba. Już samo to, że łapała stopa do Bełchatowa… I to, że miała spotkanie o pracę, ale nie miała mieszkania. Coś mi się tu nie podoba, tylko jeszcze nie wiem co.

-Nie obchodzi mnie to, jaka jest. – odparłam. – Nie chce jej odbić Andrzeja, jestem sama i jest mi z tym dobrze.

-Skoro tak twierdzisz. – westchnął. – Ola wraca w niedziele, więc mam nadzieję, że zdążycie się zobaczyć.

-Pewnie nie załatwię sobie nikogo, żeby mnie stąd zabrał, więc powinnam się z Nią zobaczyć. – odpowiadam. – Pokażesz mi łazienkę?

-Drugie drzwi na lewo na piętrze. – odparł. – Popilnuje Julka.

Nie wiem, ile czasu mnie nie było, ale gdy wróciłam Karol stał nad wózkiem robiąc dziwne miny do Julka, który się obudził. Obserwowałam ich tak długo, aż nie wybuchłam śmiechem podczas gdy Kłos prezentował jakąś minę.

-Długo tak stoisz? – zapytał.

-Wystarczająco długo, byś poprawił mi humor. – odparłam. – Dzięki, że zechciałeś nas przenocować.

-Andrzej by mi urwał głowę, jakbym się nie zgodził.  – stwierdził. – Poza tym naprawdę Cię lubię Liliana i chciałbym…

-… żebym wróciła do Andrzeja, prawda? – dokończyłam za Niego pytając, a on pokiwał głową.  – Nie jest to raczej możliwe, ale pomarzyć zawsze możesz.

-I pomarzę, może się uda? – odparł. – Odstąpię wam moją sypialnie, a ja przenocuje w pokoju gościnnym.

-Karol, ale..

-Jak nie chcesz wylądować pod mostem w śniegu, to nie marudź. – roześmiał się, a ja tylko uśmiechnęłam.

      Chwilę później Karol zbierał się na trening. Naprawdę żałowałam, że tu jestem. Bo czułam, że wojna rozpęta się w momencie, w którym poznam andrzejową Maję. Chciałam mieć teraz przy sobie Marcina, który przytuliłby mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze, że nie pozwoli, bym znów przez kogoś płakała. W tej chwili to jednak Julek płakał domagając się jedzenia. Cieszyłam się, że mam synka. Dla Niego naprawdę chciało się żyć. Był moim promyczkiem…



~~~~



   Przed powrotem Karola z treningu zadzwoniłam do Marcina. Rozmowa z Nim niewiele pomogła, bo był wściekły na Andrzeja, że nie powiedział Majce. Chciał do Niego dzwonić, ale wolałam, by tego nie robił. Wrona był zazdrosny o Marcina, doskonale zdawałam sobie z tego sprawę, dlatego interwencja Walińskiego mogła jeszcze bardziej pokomplikować sprawy. Obiecałam Kipkowi, że będę Go informowała co się dzieje, a on postara się po mnie przyjechać w niedzielę, jednak nie był w stanie nic mi obiecać. Transfer gra dziś w Warszawie, a Skra jutro z Bielskiem u siebie. Marcin wspominał, że chce czas po powrocie spędzić z Olgą. Rozumiałam i byłam gotowa w najgorszym wypadku wracać z Andrzejem do Bydgoszczy. 


   Rozgościłam się ten w kuchni środkowego. Mimo, że Jego lodówka świeciła pustkami ostatnie produkty, jakie tam były pozwalały na sporządzenie spaghetti. Karol wrócił akurat, gdy kończyłam. Niósł reklamówki z biedronki, czyli zrobił zakupy.

-Z  tego, co miałeś zrobiłam obiad. – wyjaśniłam, gdy patrzył na mnie. – Nie powinnam Cię otruć, w tym tygodniu gotowałam spaghetti Jankowi Nowakowskiemu i Marcinowi Walińskiemu i obaj żyją, także chyba jestem niegroźna.

-Jesteś gościem, to ja powinienem gotować dla Ciebie. – odparł.

-Dodajmy do tego, że nieproszonym gościem. – westchnęłam. – Więc obowiązują mnie inne zasady.

-Nie powiedział jej jeszcze. – powiedział zdanie niezwiązane z moja poprzednia wypowiedzią.-Nawet ciężko mu zacząć temat…

-Można się tego było spodziewać. – westchnęłam. – Karol mógłbyś mnie zawieźć do Warszawy?

-Do Warszawy? – zapytał zdziwiony. – Przecież Ty nie znasz nikogo w Warszawie.

-Transfer tam dzisiaj gra o 19 z Politechniką. – wyjaśniłam.  – Zabrałabym się z Nimi do Bydgoszczy. Powinnam przed przyjazdem tutaj postawić mu sprawę jasno, że Majka ma wiedzieć. Ale chyba naprawdę myślałam, że jest na tyle mądry, by jej powiedzieć, że ma syna. No cóż, nadzieja matką głupich, Andrzej chyba naprawdę boi się decydować.

-Popełnił jeden błąd, teraz chce to naprawić…

-… tylko robi to naprawdę nieudolnie. – przerwałam.  – Karol ja wiem, że Andrzej to Twój przyjaciel i będziesz go bronił zawsze i wszędzie, ale zawieziesz mnie do tej Warszawy?

-Nigdzie nie jedziesz. – usłyszałam Andrzeja. A ten skąd tu się wziął? – Majka to Liliana. Lilka, to Maja.

-Dzień dobry. – mruknęła dziewczyna. Naprawdę wyglądała na złą. – Andrzej, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że przyjechaliśmy nakryć Karola na zdradzie Oli? Bo ten dzieciak co jest w salonie, to Karola, prawda?

-Karol nie zdradza Oli. – wyjaśnił Andrzej. – Liliana jest moją byłą dziewczyną, zerwałem z Nią przed przeprowadzką do Bełchatowa, a ten chłopczyk, który śpi w wózku w salonie jest moim synem i ma na imię Julek. Dowiedziałem się o Nim około trzech tygodni temu z listu, który wysłała do mnie Lila, a pierwszy raz widziałem Go tydzień temu, gdy zostałem po meczu w Bydgoszczy.

-Słucham?!? – pisnęła. – Od trzech tygodni wiesz, że masz syna i nic mi nie powiedziałeś? Gdy pytałam kim jest dziewczyna ze zdjęcia, które miałeś w szafce nocnej powiedziałeś, że to nikt ważny. A to Twoja była dziewczyna… Mówiłeś, że nie miałeś nikogo w Bydgoszczy, a tu jednak okazuję się, że kłamałeś. Tydzień temu też kłamałeś, że zostajesz u Marcina?

-Byłem u Lilki, zrozum…

-… wczoraj też nie oglądałeś z Karolem meczu, tylko byłeś po tę wywłokę!

-Maja, uważaj na słowa. – fuknął Karol, bo Andrzej nie miał zamiaru się odezwać.

-Ciągle mnie okłamywałeś Andrzej. – powiedziała już spokojnie. – Spędzę czas do niedzieli u przyjaciółki, bo muszę to przemyśleć Wronek. A Ty Liliano trzymaj łapy precz od Andrzeja, póki co jest mój i to ja zadecyduję, czy możesz sobie go zabrać, czy nie.  Bo jestem lepsza od Ciebie i wcale nie dziwię się, że Wronek Cię zostawił Brzydulo.

     Odwróciła się napięcie i wyszła trzaskając drzwiami. Wiedziała, że obudzi tak Julka. Szybko poszłam do synka ze łzami w oczach. Bolały mnie jej słowa. Bolało mnie to, że Andrzej musiał mówić jej o Julki przy mnie, że musiał wysłuchiwać to Karol.

    Kołysałam synka nucąc melodię, gdy obok usiadł Wrona. Nawet nie spojrzałam na Niego.  Po chwili dołączył do nas Karol, a ja ponowiłam pytanie:

-Zawieziesz mnie do Warszawy? 
_____________
  
      Kolejny rozdział za Nami. Chyba troszkę za bardzo namieszałam, może przez to, że naprawdę miałam duży problem, by opisać ten pierwszy dzień pobytu Liliany w Bełchatowie. Poza tym chyba wreszcie podjęłam decyzję, z kim ostatecznie będzie Lilka. Ale o tym... kiedyś :)

Miłego weekendu :) 

sobota, 30 listopada 2013

Rozdział czwarty.



   Gdy w nocy usłyszałam płacz Julka chciałam do Niego wstać, ale Andrzej mruknął zaspany, że on pójdzie. Odnalazł swoje bokserki, które naciągnął na siebie. Paręnaście minut później płacz mojego… naszego synka ustał. Rozejrzałam się po pokoju i szybko ubrałam bieliznę, po czym otworzyłam szafę i założyłam na siebie koszulkę treningową Kipka, która służy mi za pidżamę. Będę miałam obok siebie Wronę, a na sobie siódemkę Walińskiego, cudowne połączenie. 

-Usnął. – oznajmił Andrzej. – Często się tak budzi?
-Rekord to sześć razy, ale było tak, gdy wrócił ze szpitala po porodzie. – szepnęłam. – Na co dzień trzy lub cztery razy. Czasem jeden, ale to wtedy, gdy jest głodny. W innych przypadkach tyle, co mówiłam wcześniej.
-Dajesz sobie radę?
-Nie mam innego wyjścia, jestem sama. – prychnęłam wtulając się w poduszkę. – Dobranoc.
-Lilka..
-Śpij Wrona, bo to nie jedyna pobudka tej nocy. – mruknęłam. W oczach miałam łzy wiedząc, że to nie było najlepsze wyjście. Nie powinnam z Nim spać. Nie powinnam mieć Go teraz obok. Ocieram łzę. 

    Będę przez całe życie cierpiała. Andrzej Wrona ma tysiące fanek. Każda z Nich chciałaby zamienić z Nim chociaż dwa zdania… Ale żadna nie chciałaby być w tej chwili w mojej sytuacji. Nie potrafić zamknąć tego rozdziału. Ciągle w jakiś chory sposób Go kocham. Ciągle mu ulegam, chociaż cierpię. Czy naprawdę jestem tak słaba, by nie móc zacząć Nowego życia? Nienawidzę Cię Andrzej… a jednocześnie kocham. I jak tu żyć, pytam się, jak?!?

~~~~



   Budzę się rano czując zapach jajecznicy. Jak to możliwe, że budzę się dopiero rano? Czyżby Julek w nocy nie płakał? A może to Wrona do Niego wstawał? Skupiłam się jednak na tym, że Andrzej jest w kuchni i najprawdopodobniej robi śniadanie i dla mnie.  Znów przypomniało mi się, jak było dawniej. Zakłuło mnie gdzieś w sercu na myśl, że teraz facet mojego życia gotuje na co dzień innej. Westchnęłam wstając. Nie poszłam do kuchni, a do pokoju synka. Tak jak się spodziewałam nie spał już, ale leżał w łóżeczku. Słysząc jednak, że wchodzę zaczął cicho płakać. Wzięłam Go na ręce i zaczęłam kołysać nucąc spokojną melodię. Nie usłyszałam, jak do pokoju wszedł Andrzej. Objął mnie w pasie i ucałował w policzek. Zamknęłam oczy wiedząc, że nie mogę pokazać mu, jak na mnie działa. Ale gdy całował mnie po szyi miałam ochotę prosić, by został. Nadal Go kochałam. Otrząsnęłam się jednak, odłożyłam synka do łóżeczka.

-O której wyjeżdżasz? – zapytałam.
-Pociąg do Warszawy mam po 12. – oznajmił. – Tam zostawiłem samochód, więc..
-Za godzinę musisz wyjść. – uśmiechnęłam się. – Idź do kuchni, nakarmię małego i przyjdę.
-Julka myślałaś o tym, co mówiłem? Żebyście przyjechali w następny weekend? – zapytał.
-Porozmawiamy później, Julek zacznie zaraz marudzić. – mruknęłam.

    Gdy wyszedł westchnęłam głośno opadając na fotel. Jego przyjazd, jego pobyt u mnie zburzył mój poukładany świat. Nie wiedziałam, co mam robić. Coś mówiło mi, że powinnam zrobić wszystko, by zerwał z tamtą dziewczyną, ale drugi głos, głos rozumu mówił, że nie może jej skrzywdzić. Julek tak jak myślałam zaczął marudzić, więc nakarmiłam Go. Zazdrościłam mu tego, że nie ma żadnych zmartwień. Miał beztroskie życie i chciałam, by trwało to u Niego jak najdłużej. Bo co, jeśli kiedyś w Jego życiu wydarzy się coś takiego, jak w Moim i Andrzeja? Czy dałby sobie radę? Czy nie popełnił by naszych błędów? Chciałam, by był szczęśliwi w przyszłości i nigdy nie żałował swoich decyzji.

~~~~

   Jedliśmy w ciszy. Bałam się poruszyć temat przyjazdu do Niego z Julkiem. Jak on sobie to wyobrażał? Nie miałam samochodu.  Nawet jeślibym miała, to podróż z tak małym dzieckiem samotnie nie wchodziła w grę. 

-Przyjedziecie? – zapytał. – W czwartek przyjechałbym po Ciebie wieczorem, a z samego rana wracalibyśmy do Bełchatowa. W czwartek mamy rano siłownie, o 14 trening, wyjechałbym po Ciebie około 17. Około 21 lub 22 byłbym tutaj. Naprawdę chce mieć was przy sobie chociaż parę dni.
-Widzę, że wszystko zaplanowałeś. – warknęłam. – Musisz iść, spóźnisz się na pociąg.
-Lilka..
-Zabieraj torbę i wyjdź, mam Cię dość! – mruknęłam wskazując na torbę leżącą pod drzwiami.
-Lilka..
Wskazałam na drzwi ze złością. Zabrał torbę, ubrał się i stał przy otwartych drzwiach. Nie wyszedł, wrócił się do pokoju Julka.
-Pa Smyku. – uśmiechnął się. 
Podszedł do mnie i przytulił mnie. Nie powiedział już nic, skierował się do wyjścia.
-Do zobaczenia w czwartek Andrzej! – zawołałam jeszcze, zanim zamknął drzwi. Wiedziałam, że się uśmiecha, nawet, jeśli w tej chwili stał odwrócony do mnie plecami. 

   Opadłam na kanapę w salonie ciężko oddychając. To były szalone godziny w moim życiu. Wiedziałam, że będę żałowała tego, co się wydarzyło. Miałam zapomnieć o Andrzeju, a tymczasem on opuścił moje mieszkanie, a mi chciało się płakać. Zrozumiałam, jak bardzo mi Go brakuje. Wmawiałam sobie, że się z Niego wyleczyłam. Wmawiałam sobie, że to koniec z rozdziałem pt. ‘Andrzej Wrona i ja, Liliana’. Może i wyrzuciłam nasze wspólne zdjęcia, może i chciałam zapomnieć… Jest tylko jeden problem – choćbym nie wiadomo jak chciała, to nie wymaże wspomnień, nie wyrzucę Go ze swojego życia. Nawet, gdybym pragnęła tego najbardziej na świecie.

~~~~

   Cały dzień spędziłam w domu. Bawiłam się z Julkiem, chociaż i tak większość czasu przespał. Wieczorem przyszedł Marcin. Usiedliśmy na kanapie, a ja wtuliłam się w przyjaciela. Zupełnie nie tak miało być. Chciałam zapomnieć, a tym bardziej wszystko wróciło, a ja mam ochotę płakać.

-Chyba nie idzie o nim zapomnieć, co Mała? – zapytał cicho Marcin tuląc mnie do siebie.
-Chce, żebym do Niego przyjechała, a ja….
-… zgodziłaś się. – westchnął cicho.
-Przepraszam…
-Za co ty mnie przepraszasz Lilka? – zapytał całując mnie w czoło. – Andrzej jest ojcem Julka, jeśli już o Nim wie i chce chociaż minimalnie pojawiać się w Jego życiu, to nie masz prawa mu tego zabierać. Martwię się tylko o to, że będziesz znów cierpiała. Nie chcę znów martwić się o Ciebie w szpitalu…
-… mam Julka, nie doprowadzę się do takiego stanu, jak wtedy. – szepnęłam.
-Wtedy wiedziałaś, że jesteś w ciąży i jak to się skończyło? – fuknął, po czym zorientował się, że to nie jest na miejscu. – Przepraszam Lilka, nie potrzebnie zaczynam ten temat, wiem, jak było Ci źle.
-Wiesz, cieszę się, że Cię mam. – roześmiałam się. – Umiesz sprowadzić mnie na ziemię Marcin, czasem żałuję naprawdę, że zakochałam się w Andrzeju, a nie w Tobie.  Cieszę się jednak, że jesteś Moim najlepszym przyjacielem.
-Zawsze Nim będę Lilka. – szepnął tuląc się do mnie. – Jeśli tylko mi na to pozwolisz.

~~~~

    We wtorek, zaraz po treningu odwiedził mnie Marcin, ale nie był sam. Był z Nim Janek Nowakowski. O wizycie tego pierwszego wiedziałam, bo napisał mi rano, że wpadnie na obiad, ale o tym, że przybędzie z Nim nowy środkowy nie miałam zielonego pojęcia.  Na szczęście zrobiłam spaghetti, więc mogłam nakarmić obu siatkarzy. W końcu kiedyś mieszkałam z Andrzejem, wiedziałam, że po treningu potrafią naprawdę być głodni i zjeść wszystko, co tylko się przed Nimi postawi. Gdy oni jedli patrzyłam na Nich z uśmiechem.  Od kiedy nie mieszkał ze Mną Andrzej gotowałam tylko dla siebie, ewentualnie czasem przychodził Marcin, dlatego teraz tak miło patrzyło się na to, że dwóch siatkarzy Transferu siedziało w mojej kuchni i opróżniali talerze.

- Jesteś kochana Lilka. – powiedział Marcin kończąc. Wstał i odstawił swój talerz do zlewu, a następnie otworzył lodówkę. -  O i jest mój ulubiony sok, naprawdę Cię kocham!
- Kipek, bo powiem Oldze.  – roześmiałam się. – Jankowi też nalej soku. Zajrzę do Julka i zaraz wrócę.
-Nie trzeba tego soku. – powiedział Janek kończąc, ale ja spojrzałam wymownie na Walińskiego, a wtedy usłyszałam płacz synka. Poszłam szybko i wzięłam Go na ręce zaczynając kołysać.
-Idziemy do wujka Marcina? – zapytałam cicho. Lubiłam mówić do Julka, chociaż doskonale wiedziałam, że nic z tego nie rozumie. – I poznasz wujka Janka, jest nowym środkowym Transferu i po części zajął miejsce w drużynie należące do Twojego taty.

   Julek patrzył na mnie, a ja roześmiałam się i poszłam do salonu, gdzie siedzieli siatkarze.  Waliński naprawdę czuł się u mnie tak, jakby był u siebie. Włączyli już telewizor i oglądali powtórkę meczu ze Skrą. Pokręciłam głową, co zauważył Janek i od razu zaczął się tłumaczyć:
- To Marcin włączył, ja…
-Janek, przestań. – roześmiałam się. – Marcin to mój najlepszy przyjaciel, czuje się tu prawie tak dobrze, jak we własnym mieszkaniu…
-A nawet lepiej. – przerwał mi ze śmiechem. – Musisz się przyzwyczaić, że ja i Lila się przyjaźnimy i zachowujemy się w swoim towarzystwie…
-… trochę dziwnie? – zapytałam. – Mnie już nie rusza to, że Marcin traktuje mój dom, jak swój. Jeśli będziesz tu przychodził częściej, to też przestaniesz zwracać na to uwagę.
-Zrozumiałem. – podniósł ręce w górę śmiejąc się.  – A to jest chrześniak Kipka, tak?
-Juliusz. – wypiął dumnie pierś Marcin, co wywołało u mnie i środkowego kolejny wybuch śmiechu. O dziwo Julek się nie rozpłakał. Marcin niewzruszony tym, że śmiejemy się z Niego zabrał ode mnie Julka. – Widzisz Mały, śmieją się ze mnie. Ty jedyny wiesz, że jestem najlepszym wujkiem na świecie.
-Jesteś, jesteś. – uśmiechnęłam się. – I już się nie wkurzaj na nas, po prostu to wyglądało komicznie.
-Wiem, wiem. – odparł patrząc na mnie. – Mogę wpaść jutro też na obiad?
-Swojego domu nie masz? – zapytałam. – Czy pokłóciłeś się z Olgą i dlatego przychodzisz do mnie?
-A nie możesz pomyśleć, że po prostu twierdzę, że naprawdę dobrze gotuje? – westchnął. Czyli się pokłócili. Nie chciałam poruszać tego tematu przy Janku, ale ten chyba się zorientował, że lepiej będzie, jeśli pójdzie. Podziękował za gościnę i obiad, mówiąc, że umówił się z Weroniką. Wyglądało na to, że wcale nie kłamię, więc odprowadziłam Go do drzwi i powiedziałam, że jeśli będzie chciał, to może wpadać częściej z Kipkiem. Przecież przywykłam do tego, że w moim mieszkaniu przebywają siatkarze bydgoskiego klubu. 

-Więc co się dzieje Marcin? – zapytałam siadając obok Niego. Julek znów spał, wiec mogliśmy spokojnie porozmawiać.
-Pokłóciliśmy się tylko troszkę. – uśmiechnął się, a przynajmniej próbował. Wystarczyło moje spojrzenie, by zaczął mówić prawdę.  – Była zła, sam w sumie nie do końca wiem o co. Bo powiedziałem jej, że niezbyt uśmiecha mi się to, że jedziesz do Andrzeja, ale nie zabronię Ci tego. I ona stwierdziła, że za bardzo angażuję się w Twoje życie, że wciskam Swój nos nie tam, gdzie powinienem. Że powinienem przestać do Ciebie tak chodzić, bo przecież mam Swoje życie. Powiedziałem, że jesteś moją przyjaciółką, a ona również spotyka się  przyjaciółmi. Fuknęła na to, że jej przyjaciele nie są samotnymi facetami, tylko koleżankami ze szkoły i studiów. No to zrozumiałem, że Olga po prostu jest zazdrosna. Ale przecież nie ma o co, bo jesteś moją przyjaciółką, która nadal kocha mojego najlepszego przyjaciela. Wyszła trzaskając drzwiami, uprzednio krzycząc, że jak przemyślę to, i stwierdzę, że ma rację z tym, że spędzam z Tobą zbyt wiele czasu, to mam się odezwać.

   Westchnęłam cicho. Cały czas wydawało mi się przecież, że Olga rozumie to, że Marcin mi pomaga. Przecież wcześniej nie byłA zła o to, że do mnie przychodzi, wręcz przeciwnie, przychodziła razem z Nim. Czy naprawdę mogła myśleć, że chce jej odbić Kipka? Przecież sama mówiłam jej, że nie łączy mnie nic i Walińskiego.. A robiłam to po to, aby się spotkali, bo widziałam, że maja się ku sobie. Czy wyglądałam na kogoś, kto chce odbić jej faceta? To, że Andrzej mnie zostawił nie oznaczało, że była to moja wina. Olga doskonale to wiedziała. Dlaczego więc nie chciała, by Marcin się ze mną spotykał?

-Porozmawiam z Nią. – powiedziałam w końcu. I choć byłam pewna, że zapewne nie będzie to miła rozmowa, to nie chciałam, by ta dwójka była ze Sobą skłócona. Zwłaszcza przeze mnie…


___________

Cześć!

Próbowałam napisać tym razem coś dłuższego, choć nie wiem, czy wyszedł dłuższy niż poprzednie. Miałam mieć zawsze napisany jeden rozdział do przodu, ale w ostatnim czasie nie miałam kiedy pisać, więc... nie mam nic z piątego rozdziału, dlatego nie mogę obiecać, że dodam coś za tydzień. I tak się cieszę, że napisałam rozdział na dziś, bo jutro mnie nie ma, kierunek - WROCŁAW! Do napisania za... jakiś czas :)

Pozdrawiam, Irmina