sobota, 30 listopada 2013

Rozdział czwarty.



   Gdy w nocy usłyszałam płacz Julka chciałam do Niego wstać, ale Andrzej mruknął zaspany, że on pójdzie. Odnalazł swoje bokserki, które naciągnął na siebie. Paręnaście minut później płacz mojego… naszego synka ustał. Rozejrzałam się po pokoju i szybko ubrałam bieliznę, po czym otworzyłam szafę i założyłam na siebie koszulkę treningową Kipka, która służy mi za pidżamę. Będę miałam obok siebie Wronę, a na sobie siódemkę Walińskiego, cudowne połączenie. 

-Usnął. – oznajmił Andrzej. – Często się tak budzi?
-Rekord to sześć razy, ale było tak, gdy wrócił ze szpitala po porodzie. – szepnęłam. – Na co dzień trzy lub cztery razy. Czasem jeden, ale to wtedy, gdy jest głodny. W innych przypadkach tyle, co mówiłam wcześniej.
-Dajesz sobie radę?
-Nie mam innego wyjścia, jestem sama. – prychnęłam wtulając się w poduszkę. – Dobranoc.
-Lilka..
-Śpij Wrona, bo to nie jedyna pobudka tej nocy. – mruknęłam. W oczach miałam łzy wiedząc, że to nie było najlepsze wyjście. Nie powinnam z Nim spać. Nie powinnam mieć Go teraz obok. Ocieram łzę. 

    Będę przez całe życie cierpiała. Andrzej Wrona ma tysiące fanek. Każda z Nich chciałaby zamienić z Nim chociaż dwa zdania… Ale żadna nie chciałaby być w tej chwili w mojej sytuacji. Nie potrafić zamknąć tego rozdziału. Ciągle w jakiś chory sposób Go kocham. Ciągle mu ulegam, chociaż cierpię. Czy naprawdę jestem tak słaba, by nie móc zacząć Nowego życia? Nienawidzę Cię Andrzej… a jednocześnie kocham. I jak tu żyć, pytam się, jak?!?

~~~~



   Budzę się rano czując zapach jajecznicy. Jak to możliwe, że budzę się dopiero rano? Czyżby Julek w nocy nie płakał? A może to Wrona do Niego wstawał? Skupiłam się jednak na tym, że Andrzej jest w kuchni i najprawdopodobniej robi śniadanie i dla mnie.  Znów przypomniało mi się, jak było dawniej. Zakłuło mnie gdzieś w sercu na myśl, że teraz facet mojego życia gotuje na co dzień innej. Westchnęłam wstając. Nie poszłam do kuchni, a do pokoju synka. Tak jak się spodziewałam nie spał już, ale leżał w łóżeczku. Słysząc jednak, że wchodzę zaczął cicho płakać. Wzięłam Go na ręce i zaczęłam kołysać nucąc spokojną melodię. Nie usłyszałam, jak do pokoju wszedł Andrzej. Objął mnie w pasie i ucałował w policzek. Zamknęłam oczy wiedząc, że nie mogę pokazać mu, jak na mnie działa. Ale gdy całował mnie po szyi miałam ochotę prosić, by został. Nadal Go kochałam. Otrząsnęłam się jednak, odłożyłam synka do łóżeczka.

-O której wyjeżdżasz? – zapytałam.
-Pociąg do Warszawy mam po 12. – oznajmił. – Tam zostawiłem samochód, więc..
-Za godzinę musisz wyjść. – uśmiechnęłam się. – Idź do kuchni, nakarmię małego i przyjdę.
-Julka myślałaś o tym, co mówiłem? Żebyście przyjechali w następny weekend? – zapytał.
-Porozmawiamy później, Julek zacznie zaraz marudzić. – mruknęłam.

    Gdy wyszedł westchnęłam głośno opadając na fotel. Jego przyjazd, jego pobyt u mnie zburzył mój poukładany świat. Nie wiedziałam, co mam robić. Coś mówiło mi, że powinnam zrobić wszystko, by zerwał z tamtą dziewczyną, ale drugi głos, głos rozumu mówił, że nie może jej skrzywdzić. Julek tak jak myślałam zaczął marudzić, więc nakarmiłam Go. Zazdrościłam mu tego, że nie ma żadnych zmartwień. Miał beztroskie życie i chciałam, by trwało to u Niego jak najdłużej. Bo co, jeśli kiedyś w Jego życiu wydarzy się coś takiego, jak w Moim i Andrzeja? Czy dałby sobie radę? Czy nie popełnił by naszych błędów? Chciałam, by był szczęśliwi w przyszłości i nigdy nie żałował swoich decyzji.

~~~~

   Jedliśmy w ciszy. Bałam się poruszyć temat przyjazdu do Niego z Julkiem. Jak on sobie to wyobrażał? Nie miałam samochodu.  Nawet jeślibym miała, to podróż z tak małym dzieckiem samotnie nie wchodziła w grę. 

-Przyjedziecie? – zapytał. – W czwartek przyjechałbym po Ciebie wieczorem, a z samego rana wracalibyśmy do Bełchatowa. W czwartek mamy rano siłownie, o 14 trening, wyjechałbym po Ciebie około 17. Około 21 lub 22 byłbym tutaj. Naprawdę chce mieć was przy sobie chociaż parę dni.
-Widzę, że wszystko zaplanowałeś. – warknęłam. – Musisz iść, spóźnisz się na pociąg.
-Lilka..
-Zabieraj torbę i wyjdź, mam Cię dość! – mruknęłam wskazując na torbę leżącą pod drzwiami.
-Lilka..
Wskazałam na drzwi ze złością. Zabrał torbę, ubrał się i stał przy otwartych drzwiach. Nie wyszedł, wrócił się do pokoju Julka.
-Pa Smyku. – uśmiechnął się. 
Podszedł do mnie i przytulił mnie. Nie powiedział już nic, skierował się do wyjścia.
-Do zobaczenia w czwartek Andrzej! – zawołałam jeszcze, zanim zamknął drzwi. Wiedziałam, że się uśmiecha, nawet, jeśli w tej chwili stał odwrócony do mnie plecami. 

   Opadłam na kanapę w salonie ciężko oddychając. To były szalone godziny w moim życiu. Wiedziałam, że będę żałowała tego, co się wydarzyło. Miałam zapomnieć o Andrzeju, a tymczasem on opuścił moje mieszkanie, a mi chciało się płakać. Zrozumiałam, jak bardzo mi Go brakuje. Wmawiałam sobie, że się z Niego wyleczyłam. Wmawiałam sobie, że to koniec z rozdziałem pt. ‘Andrzej Wrona i ja, Liliana’. Może i wyrzuciłam nasze wspólne zdjęcia, może i chciałam zapomnieć… Jest tylko jeden problem – choćbym nie wiadomo jak chciała, to nie wymaże wspomnień, nie wyrzucę Go ze swojego życia. Nawet, gdybym pragnęła tego najbardziej na świecie.

~~~~

   Cały dzień spędziłam w domu. Bawiłam się z Julkiem, chociaż i tak większość czasu przespał. Wieczorem przyszedł Marcin. Usiedliśmy na kanapie, a ja wtuliłam się w przyjaciela. Zupełnie nie tak miało być. Chciałam zapomnieć, a tym bardziej wszystko wróciło, a ja mam ochotę płakać.

-Chyba nie idzie o nim zapomnieć, co Mała? – zapytał cicho Marcin tuląc mnie do siebie.
-Chce, żebym do Niego przyjechała, a ja….
-… zgodziłaś się. – westchnął cicho.
-Przepraszam…
-Za co ty mnie przepraszasz Lilka? – zapytał całując mnie w czoło. – Andrzej jest ojcem Julka, jeśli już o Nim wie i chce chociaż minimalnie pojawiać się w Jego życiu, to nie masz prawa mu tego zabierać. Martwię się tylko o to, że będziesz znów cierpiała. Nie chcę znów martwić się o Ciebie w szpitalu…
-… mam Julka, nie doprowadzę się do takiego stanu, jak wtedy. – szepnęłam.
-Wtedy wiedziałaś, że jesteś w ciąży i jak to się skończyło? – fuknął, po czym zorientował się, że to nie jest na miejscu. – Przepraszam Lilka, nie potrzebnie zaczynam ten temat, wiem, jak było Ci źle.
-Wiesz, cieszę się, że Cię mam. – roześmiałam się. – Umiesz sprowadzić mnie na ziemię Marcin, czasem żałuję naprawdę, że zakochałam się w Andrzeju, a nie w Tobie.  Cieszę się jednak, że jesteś Moim najlepszym przyjacielem.
-Zawsze Nim będę Lilka. – szepnął tuląc się do mnie. – Jeśli tylko mi na to pozwolisz.

~~~~

    We wtorek, zaraz po treningu odwiedził mnie Marcin, ale nie był sam. Był z Nim Janek Nowakowski. O wizycie tego pierwszego wiedziałam, bo napisał mi rano, że wpadnie na obiad, ale o tym, że przybędzie z Nim nowy środkowy nie miałam zielonego pojęcia.  Na szczęście zrobiłam spaghetti, więc mogłam nakarmić obu siatkarzy. W końcu kiedyś mieszkałam z Andrzejem, wiedziałam, że po treningu potrafią naprawdę być głodni i zjeść wszystko, co tylko się przed Nimi postawi. Gdy oni jedli patrzyłam na Nich z uśmiechem.  Od kiedy nie mieszkał ze Mną Andrzej gotowałam tylko dla siebie, ewentualnie czasem przychodził Marcin, dlatego teraz tak miło patrzyło się na to, że dwóch siatkarzy Transferu siedziało w mojej kuchni i opróżniali talerze.

- Jesteś kochana Lilka. – powiedział Marcin kończąc. Wstał i odstawił swój talerz do zlewu, a następnie otworzył lodówkę. -  O i jest mój ulubiony sok, naprawdę Cię kocham!
- Kipek, bo powiem Oldze.  – roześmiałam się. – Jankowi też nalej soku. Zajrzę do Julka i zaraz wrócę.
-Nie trzeba tego soku. – powiedział Janek kończąc, ale ja spojrzałam wymownie na Walińskiego, a wtedy usłyszałam płacz synka. Poszłam szybko i wzięłam Go na ręce zaczynając kołysać.
-Idziemy do wujka Marcina? – zapytałam cicho. Lubiłam mówić do Julka, chociaż doskonale wiedziałam, że nic z tego nie rozumie. – I poznasz wujka Janka, jest nowym środkowym Transferu i po części zajął miejsce w drużynie należące do Twojego taty.

   Julek patrzył na mnie, a ja roześmiałam się i poszłam do salonu, gdzie siedzieli siatkarze.  Waliński naprawdę czuł się u mnie tak, jakby był u siebie. Włączyli już telewizor i oglądali powtórkę meczu ze Skrą. Pokręciłam głową, co zauważył Janek i od razu zaczął się tłumaczyć:
- To Marcin włączył, ja…
-Janek, przestań. – roześmiałam się. – Marcin to mój najlepszy przyjaciel, czuje się tu prawie tak dobrze, jak we własnym mieszkaniu…
-A nawet lepiej. – przerwał mi ze śmiechem. – Musisz się przyzwyczaić, że ja i Lila się przyjaźnimy i zachowujemy się w swoim towarzystwie…
-… trochę dziwnie? – zapytałam. – Mnie już nie rusza to, że Marcin traktuje mój dom, jak swój. Jeśli będziesz tu przychodził częściej, to też przestaniesz zwracać na to uwagę.
-Zrozumiałem. – podniósł ręce w górę śmiejąc się.  – A to jest chrześniak Kipka, tak?
-Juliusz. – wypiął dumnie pierś Marcin, co wywołało u mnie i środkowego kolejny wybuch śmiechu. O dziwo Julek się nie rozpłakał. Marcin niewzruszony tym, że śmiejemy się z Niego zabrał ode mnie Julka. – Widzisz Mały, śmieją się ze mnie. Ty jedyny wiesz, że jestem najlepszym wujkiem na świecie.
-Jesteś, jesteś. – uśmiechnęłam się. – I już się nie wkurzaj na nas, po prostu to wyglądało komicznie.
-Wiem, wiem. – odparł patrząc na mnie. – Mogę wpaść jutro też na obiad?
-Swojego domu nie masz? – zapytałam. – Czy pokłóciłeś się z Olgą i dlatego przychodzisz do mnie?
-A nie możesz pomyśleć, że po prostu twierdzę, że naprawdę dobrze gotuje? – westchnął. Czyli się pokłócili. Nie chciałam poruszać tego tematu przy Janku, ale ten chyba się zorientował, że lepiej będzie, jeśli pójdzie. Podziękował za gościnę i obiad, mówiąc, że umówił się z Weroniką. Wyglądało na to, że wcale nie kłamię, więc odprowadziłam Go do drzwi i powiedziałam, że jeśli będzie chciał, to może wpadać częściej z Kipkiem. Przecież przywykłam do tego, że w moim mieszkaniu przebywają siatkarze bydgoskiego klubu. 

-Więc co się dzieje Marcin? – zapytałam siadając obok Niego. Julek znów spał, wiec mogliśmy spokojnie porozmawiać.
-Pokłóciliśmy się tylko troszkę. – uśmiechnął się, a przynajmniej próbował. Wystarczyło moje spojrzenie, by zaczął mówić prawdę.  – Była zła, sam w sumie nie do końca wiem o co. Bo powiedziałem jej, że niezbyt uśmiecha mi się to, że jedziesz do Andrzeja, ale nie zabronię Ci tego. I ona stwierdziła, że za bardzo angażuję się w Twoje życie, że wciskam Swój nos nie tam, gdzie powinienem. Że powinienem przestać do Ciebie tak chodzić, bo przecież mam Swoje życie. Powiedziałem, że jesteś moją przyjaciółką, a ona również spotyka się  przyjaciółmi. Fuknęła na to, że jej przyjaciele nie są samotnymi facetami, tylko koleżankami ze szkoły i studiów. No to zrozumiałem, że Olga po prostu jest zazdrosna. Ale przecież nie ma o co, bo jesteś moją przyjaciółką, która nadal kocha mojego najlepszego przyjaciela. Wyszła trzaskając drzwiami, uprzednio krzycząc, że jak przemyślę to, i stwierdzę, że ma rację z tym, że spędzam z Tobą zbyt wiele czasu, to mam się odezwać.

   Westchnęłam cicho. Cały czas wydawało mi się przecież, że Olga rozumie to, że Marcin mi pomaga. Przecież wcześniej nie byłA zła o to, że do mnie przychodzi, wręcz przeciwnie, przychodziła razem z Nim. Czy naprawdę mogła myśleć, że chce jej odbić Kipka? Przecież sama mówiłam jej, że nie łączy mnie nic i Walińskiego.. A robiłam to po to, aby się spotkali, bo widziałam, że maja się ku sobie. Czy wyglądałam na kogoś, kto chce odbić jej faceta? To, że Andrzej mnie zostawił nie oznaczało, że była to moja wina. Olga doskonale to wiedziała. Dlaczego więc nie chciała, by Marcin się ze mną spotykał?

-Porozmawiam z Nią. – powiedziałam w końcu. I choć byłam pewna, że zapewne nie będzie to miła rozmowa, to nie chciałam, by ta dwójka była ze Sobą skłócona. Zwłaszcza przeze mnie…


___________

Cześć!

Próbowałam napisać tym razem coś dłuższego, choć nie wiem, czy wyszedł dłuższy niż poprzednie. Miałam mieć zawsze napisany jeden rozdział do przodu, ale w ostatnim czasie nie miałam kiedy pisać, więc... nie mam nic z piątego rozdziału, dlatego nie mogę obiecać, że dodam coś za tydzień. I tak się cieszę, że napisałam rozdział na dziś, bo jutro mnie nie ma, kierunek - WROCŁAW! Do napisania za... jakiś czas :)

Pozdrawiam, Irmina

5 komentarzy:

  1. mogłaś się domyślić, że pierwsze co napiszę w komentarzu pod tym rozdziałem to: "Janek <3", prawda? i czy mogę mieć w związku z tym pewną prośbę? chciałabym, aby pojawiał się częściej, no chyba, że sama już mu zaplanowałaś jakąś ważną rolę w tym opowiadaniu i moja prośba jest zbyteczna... :)

    w sumie trochę rozumiem Lilkę - kocha go i chce z nim spędzać swój czas, mimo że jest to swego rodzaju masochizm, bo tym zadaje sobie ból. ale jednak takim zachowaniem sobie nie pomaga. nie powinna się zgadzać tak od razu, nie powinna tak się ranić. ja uważam, że mogłaby to zrobić w przypadku, jeśli Andrzej naprawdę udowodniłby jej, że chce uczestniczyć w jej życiu i w życiu Julka, a jak na razie tego nie robi. ale może pisze to tylko dlatego, że go w tym opowiadaniu po prostu nie lubię za to, co zrobił.

    Marcin, och, Marcin. rozumiem Olgę. naprawdę. ona ma prawo czuć się zagrożona. i nie dziwię się, że w końcu się o to poprztykali. ale myślę, że prawdziwe uczucie przezwycięży wszystko. jestem więc ciekawa, jak wpłynie na relację Lilki, Marcina i Olgi wspólna rozmowa dziewczyn o Kipku.

    pozdrowienia i udanego meczu! oby wygrał Impel :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko, Janek. Jak przeczytałam 'z Weroniką' to myślałam, że padnę i nie mogłam się skupić do końca rozdziału :D Hahaha, utożsamiam się z tą postacią.
    Uwielbiam Twoje opowiadanie.
    Co do Lilki i Wrony to chciałabym, żeby spróbowali, ale biorąc po uwagę opowiadanie, to trochę czasu minie albo się w ogóle nie wydarzy. Dlatego czekam na kolejny rozdział. :*

    Kocham Cię!

    OdpowiedzUsuń
  3. Po części jestem w stanie zrozumieć zazdrość Olgi. Jednak przecież widzi, że ta relacja jest czysto przyjacielska. Waliński musi po prostu trochę ograniczyć wizyty u Liliany, a więcej czasu poświęcać swojej dziewczynie.
    W dalszym ciągu nie wiem czy to dobry pomysł żeby Lila wybierała się z Julkiem do Bełchatowa. Wrona ma prawo do widywania się z synem, ale niech się określi w stosunku do matki dziecka i obecnej partnerki.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie zapraszam na 34 rozdział na blogu http://barwy-malzenstwa.blogspot.com/
      Życzę miłej lektury ;)

      Usuń
    2. Serdecznie zapraszam na 35 rozdział na blogu http://barwy-malzenstwa.blogspot.com/
      Życzę miłej lektury ;)

      Usuń