sobota, 30 listopada 2013

Rozdział czwarty.



   Gdy w nocy usłyszałam płacz Julka chciałam do Niego wstać, ale Andrzej mruknął zaspany, że on pójdzie. Odnalazł swoje bokserki, które naciągnął na siebie. Paręnaście minut później płacz mojego… naszego synka ustał. Rozejrzałam się po pokoju i szybko ubrałam bieliznę, po czym otworzyłam szafę i założyłam na siebie koszulkę treningową Kipka, która służy mi za pidżamę. Będę miałam obok siebie Wronę, a na sobie siódemkę Walińskiego, cudowne połączenie. 

-Usnął. – oznajmił Andrzej. – Często się tak budzi?
-Rekord to sześć razy, ale było tak, gdy wrócił ze szpitala po porodzie. – szepnęłam. – Na co dzień trzy lub cztery razy. Czasem jeden, ale to wtedy, gdy jest głodny. W innych przypadkach tyle, co mówiłam wcześniej.
-Dajesz sobie radę?
-Nie mam innego wyjścia, jestem sama. – prychnęłam wtulając się w poduszkę. – Dobranoc.
-Lilka..
-Śpij Wrona, bo to nie jedyna pobudka tej nocy. – mruknęłam. W oczach miałam łzy wiedząc, że to nie było najlepsze wyjście. Nie powinnam z Nim spać. Nie powinnam mieć Go teraz obok. Ocieram łzę. 

    Będę przez całe życie cierpiała. Andrzej Wrona ma tysiące fanek. Każda z Nich chciałaby zamienić z Nim chociaż dwa zdania… Ale żadna nie chciałaby być w tej chwili w mojej sytuacji. Nie potrafić zamknąć tego rozdziału. Ciągle w jakiś chory sposób Go kocham. Ciągle mu ulegam, chociaż cierpię. Czy naprawdę jestem tak słaba, by nie móc zacząć Nowego życia? Nienawidzę Cię Andrzej… a jednocześnie kocham. I jak tu żyć, pytam się, jak?!?

~~~~



   Budzę się rano czując zapach jajecznicy. Jak to możliwe, że budzę się dopiero rano? Czyżby Julek w nocy nie płakał? A może to Wrona do Niego wstawał? Skupiłam się jednak na tym, że Andrzej jest w kuchni i najprawdopodobniej robi śniadanie i dla mnie.  Znów przypomniało mi się, jak było dawniej. Zakłuło mnie gdzieś w sercu na myśl, że teraz facet mojego życia gotuje na co dzień innej. Westchnęłam wstając. Nie poszłam do kuchni, a do pokoju synka. Tak jak się spodziewałam nie spał już, ale leżał w łóżeczku. Słysząc jednak, że wchodzę zaczął cicho płakać. Wzięłam Go na ręce i zaczęłam kołysać nucąc spokojną melodię. Nie usłyszałam, jak do pokoju wszedł Andrzej. Objął mnie w pasie i ucałował w policzek. Zamknęłam oczy wiedząc, że nie mogę pokazać mu, jak na mnie działa. Ale gdy całował mnie po szyi miałam ochotę prosić, by został. Nadal Go kochałam. Otrząsnęłam się jednak, odłożyłam synka do łóżeczka.

-O której wyjeżdżasz? – zapytałam.
-Pociąg do Warszawy mam po 12. – oznajmił. – Tam zostawiłem samochód, więc..
-Za godzinę musisz wyjść. – uśmiechnęłam się. – Idź do kuchni, nakarmię małego i przyjdę.
-Julka myślałaś o tym, co mówiłem? Żebyście przyjechali w następny weekend? – zapytał.
-Porozmawiamy później, Julek zacznie zaraz marudzić. – mruknęłam.

    Gdy wyszedł westchnęłam głośno opadając na fotel. Jego przyjazd, jego pobyt u mnie zburzył mój poukładany świat. Nie wiedziałam, co mam robić. Coś mówiło mi, że powinnam zrobić wszystko, by zerwał z tamtą dziewczyną, ale drugi głos, głos rozumu mówił, że nie może jej skrzywdzić. Julek tak jak myślałam zaczął marudzić, więc nakarmiłam Go. Zazdrościłam mu tego, że nie ma żadnych zmartwień. Miał beztroskie życie i chciałam, by trwało to u Niego jak najdłużej. Bo co, jeśli kiedyś w Jego życiu wydarzy się coś takiego, jak w Moim i Andrzeja? Czy dałby sobie radę? Czy nie popełnił by naszych błędów? Chciałam, by był szczęśliwi w przyszłości i nigdy nie żałował swoich decyzji.

~~~~

   Jedliśmy w ciszy. Bałam się poruszyć temat przyjazdu do Niego z Julkiem. Jak on sobie to wyobrażał? Nie miałam samochodu.  Nawet jeślibym miała, to podróż z tak małym dzieckiem samotnie nie wchodziła w grę. 

-Przyjedziecie? – zapytał. – W czwartek przyjechałbym po Ciebie wieczorem, a z samego rana wracalibyśmy do Bełchatowa. W czwartek mamy rano siłownie, o 14 trening, wyjechałbym po Ciebie około 17. Około 21 lub 22 byłbym tutaj. Naprawdę chce mieć was przy sobie chociaż parę dni.
-Widzę, że wszystko zaplanowałeś. – warknęłam. – Musisz iść, spóźnisz się na pociąg.
-Lilka..
-Zabieraj torbę i wyjdź, mam Cię dość! – mruknęłam wskazując na torbę leżącą pod drzwiami.
-Lilka..
Wskazałam na drzwi ze złością. Zabrał torbę, ubrał się i stał przy otwartych drzwiach. Nie wyszedł, wrócił się do pokoju Julka.
-Pa Smyku. – uśmiechnął się. 
Podszedł do mnie i przytulił mnie. Nie powiedział już nic, skierował się do wyjścia.
-Do zobaczenia w czwartek Andrzej! – zawołałam jeszcze, zanim zamknął drzwi. Wiedziałam, że się uśmiecha, nawet, jeśli w tej chwili stał odwrócony do mnie plecami. 

   Opadłam na kanapę w salonie ciężko oddychając. To były szalone godziny w moim życiu. Wiedziałam, że będę żałowała tego, co się wydarzyło. Miałam zapomnieć o Andrzeju, a tymczasem on opuścił moje mieszkanie, a mi chciało się płakać. Zrozumiałam, jak bardzo mi Go brakuje. Wmawiałam sobie, że się z Niego wyleczyłam. Wmawiałam sobie, że to koniec z rozdziałem pt. ‘Andrzej Wrona i ja, Liliana’. Może i wyrzuciłam nasze wspólne zdjęcia, może i chciałam zapomnieć… Jest tylko jeden problem – choćbym nie wiadomo jak chciała, to nie wymaże wspomnień, nie wyrzucę Go ze swojego życia. Nawet, gdybym pragnęła tego najbardziej na świecie.

~~~~

   Cały dzień spędziłam w domu. Bawiłam się z Julkiem, chociaż i tak większość czasu przespał. Wieczorem przyszedł Marcin. Usiedliśmy na kanapie, a ja wtuliłam się w przyjaciela. Zupełnie nie tak miało być. Chciałam zapomnieć, a tym bardziej wszystko wróciło, a ja mam ochotę płakać.

-Chyba nie idzie o nim zapomnieć, co Mała? – zapytał cicho Marcin tuląc mnie do siebie.
-Chce, żebym do Niego przyjechała, a ja….
-… zgodziłaś się. – westchnął cicho.
-Przepraszam…
-Za co ty mnie przepraszasz Lilka? – zapytał całując mnie w czoło. – Andrzej jest ojcem Julka, jeśli już o Nim wie i chce chociaż minimalnie pojawiać się w Jego życiu, to nie masz prawa mu tego zabierać. Martwię się tylko o to, że będziesz znów cierpiała. Nie chcę znów martwić się o Ciebie w szpitalu…
-… mam Julka, nie doprowadzę się do takiego stanu, jak wtedy. – szepnęłam.
-Wtedy wiedziałaś, że jesteś w ciąży i jak to się skończyło? – fuknął, po czym zorientował się, że to nie jest na miejscu. – Przepraszam Lilka, nie potrzebnie zaczynam ten temat, wiem, jak było Ci źle.
-Wiesz, cieszę się, że Cię mam. – roześmiałam się. – Umiesz sprowadzić mnie na ziemię Marcin, czasem żałuję naprawdę, że zakochałam się w Andrzeju, a nie w Tobie.  Cieszę się jednak, że jesteś Moim najlepszym przyjacielem.
-Zawsze Nim będę Lilka. – szepnął tuląc się do mnie. – Jeśli tylko mi na to pozwolisz.

~~~~

    We wtorek, zaraz po treningu odwiedził mnie Marcin, ale nie był sam. Był z Nim Janek Nowakowski. O wizycie tego pierwszego wiedziałam, bo napisał mi rano, że wpadnie na obiad, ale o tym, że przybędzie z Nim nowy środkowy nie miałam zielonego pojęcia.  Na szczęście zrobiłam spaghetti, więc mogłam nakarmić obu siatkarzy. W końcu kiedyś mieszkałam z Andrzejem, wiedziałam, że po treningu potrafią naprawdę być głodni i zjeść wszystko, co tylko się przed Nimi postawi. Gdy oni jedli patrzyłam na Nich z uśmiechem.  Od kiedy nie mieszkał ze Mną Andrzej gotowałam tylko dla siebie, ewentualnie czasem przychodził Marcin, dlatego teraz tak miło patrzyło się na to, że dwóch siatkarzy Transferu siedziało w mojej kuchni i opróżniali talerze.

- Jesteś kochana Lilka. – powiedział Marcin kończąc. Wstał i odstawił swój talerz do zlewu, a następnie otworzył lodówkę. -  O i jest mój ulubiony sok, naprawdę Cię kocham!
- Kipek, bo powiem Oldze.  – roześmiałam się. – Jankowi też nalej soku. Zajrzę do Julka i zaraz wrócę.
-Nie trzeba tego soku. – powiedział Janek kończąc, ale ja spojrzałam wymownie na Walińskiego, a wtedy usłyszałam płacz synka. Poszłam szybko i wzięłam Go na ręce zaczynając kołysać.
-Idziemy do wujka Marcina? – zapytałam cicho. Lubiłam mówić do Julka, chociaż doskonale wiedziałam, że nic z tego nie rozumie. – I poznasz wujka Janka, jest nowym środkowym Transferu i po części zajął miejsce w drużynie należące do Twojego taty.

   Julek patrzył na mnie, a ja roześmiałam się i poszłam do salonu, gdzie siedzieli siatkarze.  Waliński naprawdę czuł się u mnie tak, jakby był u siebie. Włączyli już telewizor i oglądali powtórkę meczu ze Skrą. Pokręciłam głową, co zauważył Janek i od razu zaczął się tłumaczyć:
- To Marcin włączył, ja…
-Janek, przestań. – roześmiałam się. – Marcin to mój najlepszy przyjaciel, czuje się tu prawie tak dobrze, jak we własnym mieszkaniu…
-A nawet lepiej. – przerwał mi ze śmiechem. – Musisz się przyzwyczaić, że ja i Lila się przyjaźnimy i zachowujemy się w swoim towarzystwie…
-… trochę dziwnie? – zapytałam. – Mnie już nie rusza to, że Marcin traktuje mój dom, jak swój. Jeśli będziesz tu przychodził częściej, to też przestaniesz zwracać na to uwagę.
-Zrozumiałem. – podniósł ręce w górę śmiejąc się.  – A to jest chrześniak Kipka, tak?
-Juliusz. – wypiął dumnie pierś Marcin, co wywołało u mnie i środkowego kolejny wybuch śmiechu. O dziwo Julek się nie rozpłakał. Marcin niewzruszony tym, że śmiejemy się z Niego zabrał ode mnie Julka. – Widzisz Mały, śmieją się ze mnie. Ty jedyny wiesz, że jestem najlepszym wujkiem na świecie.
-Jesteś, jesteś. – uśmiechnęłam się. – I już się nie wkurzaj na nas, po prostu to wyglądało komicznie.
-Wiem, wiem. – odparł patrząc na mnie. – Mogę wpaść jutro też na obiad?
-Swojego domu nie masz? – zapytałam. – Czy pokłóciłeś się z Olgą i dlatego przychodzisz do mnie?
-A nie możesz pomyśleć, że po prostu twierdzę, że naprawdę dobrze gotuje? – westchnął. Czyli się pokłócili. Nie chciałam poruszać tego tematu przy Janku, ale ten chyba się zorientował, że lepiej będzie, jeśli pójdzie. Podziękował za gościnę i obiad, mówiąc, że umówił się z Weroniką. Wyglądało na to, że wcale nie kłamię, więc odprowadziłam Go do drzwi i powiedziałam, że jeśli będzie chciał, to może wpadać częściej z Kipkiem. Przecież przywykłam do tego, że w moim mieszkaniu przebywają siatkarze bydgoskiego klubu. 

-Więc co się dzieje Marcin? – zapytałam siadając obok Niego. Julek znów spał, wiec mogliśmy spokojnie porozmawiać.
-Pokłóciliśmy się tylko troszkę. – uśmiechnął się, a przynajmniej próbował. Wystarczyło moje spojrzenie, by zaczął mówić prawdę.  – Była zła, sam w sumie nie do końca wiem o co. Bo powiedziałem jej, że niezbyt uśmiecha mi się to, że jedziesz do Andrzeja, ale nie zabronię Ci tego. I ona stwierdziła, że za bardzo angażuję się w Twoje życie, że wciskam Swój nos nie tam, gdzie powinienem. Że powinienem przestać do Ciebie tak chodzić, bo przecież mam Swoje życie. Powiedziałem, że jesteś moją przyjaciółką, a ona również spotyka się  przyjaciółmi. Fuknęła na to, że jej przyjaciele nie są samotnymi facetami, tylko koleżankami ze szkoły i studiów. No to zrozumiałem, że Olga po prostu jest zazdrosna. Ale przecież nie ma o co, bo jesteś moją przyjaciółką, która nadal kocha mojego najlepszego przyjaciela. Wyszła trzaskając drzwiami, uprzednio krzycząc, że jak przemyślę to, i stwierdzę, że ma rację z tym, że spędzam z Tobą zbyt wiele czasu, to mam się odezwać.

   Westchnęłam cicho. Cały czas wydawało mi się przecież, że Olga rozumie to, że Marcin mi pomaga. Przecież wcześniej nie byłA zła o to, że do mnie przychodzi, wręcz przeciwnie, przychodziła razem z Nim. Czy naprawdę mogła myśleć, że chce jej odbić Kipka? Przecież sama mówiłam jej, że nie łączy mnie nic i Walińskiego.. A robiłam to po to, aby się spotkali, bo widziałam, że maja się ku sobie. Czy wyglądałam na kogoś, kto chce odbić jej faceta? To, że Andrzej mnie zostawił nie oznaczało, że była to moja wina. Olga doskonale to wiedziała. Dlaczego więc nie chciała, by Marcin się ze mną spotykał?

-Porozmawiam z Nią. – powiedziałam w końcu. I choć byłam pewna, że zapewne nie będzie to miła rozmowa, to nie chciałam, by ta dwójka była ze Sobą skłócona. Zwłaszcza przeze mnie…


___________

Cześć!

Próbowałam napisać tym razem coś dłuższego, choć nie wiem, czy wyszedł dłuższy niż poprzednie. Miałam mieć zawsze napisany jeden rozdział do przodu, ale w ostatnim czasie nie miałam kiedy pisać, więc... nie mam nic z piątego rozdziału, dlatego nie mogę obiecać, że dodam coś za tydzień. I tak się cieszę, że napisałam rozdział na dziś, bo jutro mnie nie ma, kierunek - WROCŁAW! Do napisania za... jakiś czas :)

Pozdrawiam, Irmina

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział trzeci.



   Nie siedzimy długo naprzeciw Siebie, bo zajmujesz miejsce obok mnie. Wzdycham nie wiedząc, o czym mamy rozmawiać. Czuję się niezręcznie, bo w tym mieszkaniu przeżyliśmy naprawdę wiele wspaniałych chwil. Wszystko wraca ze zdwojoną siłą, a ja wiem, że gdy wrócisz do Bełchatowa, do swojej obecnej dziewczyny ja będę się czułą tak, jak w kwietniu.

-Posłuchaj Lilka. – powiedział Andrzej głaszcząc mnie po policzku.- Żałuję tego, co zrobiłem. A raczej, tego, co nie zrobiłem. Powinnaś być ze mną w Bełchatowie, przepraszam.  Myślałem, że będzie Nam osobno łatwiej. Bo widziałem, jak Ci było źle, że nie miałem dla Ciebie tyle czasu.

   Nie wiem, dlaczego patrzę w Jego oczy. Wariuję, przestając racjonalnie myśleć.  Nagle zapominam o tym, jak bardzo Cię nienawidzę. Gdy patrzę w oczy ukochanego wszystko inne znika, liczy się tylko to, że mam Go obok, że jest prawie tak, jak chociażby w kwietniu.  Wrona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się ze mną dzieje i jak właśnie na Mnie działa. Nie protestowałam, gdy zaczął mnie całować. Rozum mówił, że nie mogę, że przecież Andrzej ma w Bełchatowie dziewczynę, że nie może jej skrzywdzić tak, jak mnie, chociaż zdrada byłaby jeszcze gorsza. Serce jednak mówiło, że przecież kocham Andrzeja mimo wszystko i nie mogę Go od siebie odepchnąć. On doskonale wiedział, że się poddam.  Zaczął ściągać ze mnie koszulkę, Jego już leżała na podłodze, kiedy usłyszałam płacz Julka. 

-Nie powinniśmy. – szepnęłam wbrew sobie chcąc wstać, by iść do synka. Przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

-Nadal Cię kocham Lilka. – uśmiechnął się. 

   Nie odpowiedziałam, byłam zaskoczona. Naciągnęłam szybko na siebie koszulkę i szybko poszłam do pokoju Julka. Była pora karmienia. Andrzej został w salonie.

    Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mieszkania. Zaśmiałam się cicho karmiąc synka. To mógł być tylko Marcin, on posiadał klucze od Mojego mieszkania. Dostał je w chwili, gdy moja ciąża była zagrożona, a on obiecał, że będzie się Nami opiekował.  Nie oddawał mi ich, ciągle je miał mówiąc, że póki mieszka w Bydgoszczy będzie Moim aniołem stróżem.


   Po nakarmieniu synka poszłam do salonu, gdzie Marcin mierzył Andrzeja czujnym wzrokiem. Stanęłam obok Kipka, który widząc, że mam Jego Chrześniaka zabrał mi Juleczka z rąk. Uśmiechnęłam się na ten widok. Jednak Andrzej nie był już taki zadowolony. No tak, niedawno dowiedział się, że ma syna, a teraz, gdy widzi Go po raz pierwszy zabrał mu Julka Marcin.

-Kipek, chcesz soku? – zapytałam Walińskiego. – Andrzej dla Ciebie woda?

   Potwierdzili, więc zostawiłam ich w trójkę. Wrona wieczorem pił tylko wodę, a Marcin gdy przychodził do mnie pił zawsze sok, który kupowałam specjalnie dla Niego.  Obawiałam się trochę tego, że gdy teraz Andrzej już wie, że jest ojcem to Kipek mu dokopię za to, że mnie zostawił. Postawiłam szklanki z napojami na stoliku i usiadłam obok Marcina. Andrzej trzymał Julka, który powoli zasypiał. Kipek objął mnie ramieniem, chcąc dodać mi otuchy. Cieszyłam się, że przyszedł. Mogłabym żałować tego, co zapewne wydarzyłoby się po tym, jak Julek ponownie by usnął.

-Dużo mnie ominęło, co? – zapytał Andrzej przerywając ciszę.

-Chcesz wiedzieć od początku, to słuchaj i nie przerywaj. – zaczął Marcin. – Lilka Ci nie powie, bo pewnie rozpłaczę się w połowie historii. Nie kazała Ci mówić wcześniej nic, ponieważ chciała zapomnieć. Napisała list, by zapomnieć, choć chyba sama w to nie wierzyła, że zapomni. Przeczuwała, że będziesz chciał tu przyjechać, zostać.. A zaczęło się od..



Andrzej zatrzymując się u mnie powiedział, że zerwał z Lilką. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego to zrobił. Lilka kochała Go i każdy argument, który był za tym, że lepiej, jeśli się rozstaną podważałem, jednak Wrona nie chciał ulec. Gdy już wyjechał na zgrupowanie wsiadłem w samochód i pojechałem do Lilki. Wcześniej nie mogłem tego zrobić. Ona wiedziała, że środkowy jest u mnie, a i Andrzej nie pozwoliłby mi do Niej jechać. Kiedy otworzyła mi drzwi wyglądała naprawdę źle. Zapłakane oczy, przez które na mnie patrzyła.. Była naprawdę w złym stanie. Gdy przytuliła mnie rozpłakała się ponownie. Stałem tak, póki nie poczułem, jak się kuli.

-Lilka? – zapytałem. – Dobrze się czujesz?

-Boli…

Nie myślałem wiele. Wziąłem ją na ręce i wsadziłem w samochód zapinając jej pasy. Pędziłem ulicami Bydgoszczy pytając się dziewczynę, co się dzieje. Nie mówiła. Dopiero dwie godziny później dowiedziałem się, że była odwodniona, nie jadła nic od paru dni, a jest w ciąży, która jest w tej chwili zagrożona. Miałem ochotę udusić Andrzeja. Pojechałbym do Niego wtedy, ale wiedziałem, że potrzebuję mnie Lilka. Byłem przyjacielem jej byłego faceta, jednak wtedy czułem, że nie mogę jej zostawić jak Wrona. Obiecałem, że będę obok i jej pomogę. Wtedy naprawdę zostałem jej przyjacielem.



-Gdyby nie Marcin wtedy.. – szepnęłam patrząc na Julka. – Dziś nie byłoby Cię tutaj. Żyłbyś szczęśliwy w Bełchatowie, nie pamiętając o mnie i nie wiedząc, że mogłeś zostać ojcem.

-Wiele czasu zajęło mi, by wmówić Lilce, że nie jesteś jej wart. – westchnął Marcin. – Z każdym kontaktem z Tobą miałem ochotę Ci powiedzieć, jakim jesteś idiotą, obiecałem jednak, że ode mnie nie dowiesz się, że Lilka spodziewa się dziecka.

-Ominęło cię kupowanie pierwszych ubranek, pierwsze kopnięcie Julka..

-… uwierz, świetne uczucie. – roześmiał się Marcin.

-… słyszenie bicia Jego serca w czasie badania USG. – uśmiechnęłam się. – Malowanie pokoju, skręcanie łóżeczka…

-.. co się namęczyłem, żeby się udało. – znów przerwał mi Marcin. – Ominął Cię rajd ulicami Bydgoszczy z krzyczącą Lilką. Pierwszy raz mogłem zaszaleć na ulicy i miałem ku temu ważny powód…

-…. to co, że fotoradar trzasnął mu po drodze dwa zdjęcia i mandaty były o wysokości łącznej 800 zł. – tym razem to ja dopełniłam.
-Widok synka zaraz po porodzie. – uśmiechnął się Kipek. – No i niedokrwienie ręki w chwili, gdy Lilka…

-Kipek!  - pisnęłam. – Obiecałeś!

-Pierwszy spacer Cię ominął, pierwsza kąpiel… - wyliczał dalej Marcin. – Wzrok tych wszystkich fanek, gdy widzą mnie z Lilianą też jest świetny. Mają ochotę mnie udusić za każdym razem, gdy spacerujemy po parku..

-.. chyba mnie chcą udusić. – pokręciłam głową.  – Nieprzespane noce, chrzest..

-Ładny mój chrześniak, prawda?  Będzie taki kochany, jak ja.

    Widziałam, jak różne uczucia targały Andrzejem, gdy słuchał jak świetnie dogaduje się z Marcinem, jak mówimy, ile Go ominęło. Obecność Marcina wiele dla mnie znaczyła. Miałam wrażenie, że Waliński mówił to wszystko na złość Wronie, jednak ja nie miałam mu za złe. Andrzej miał żałować.

-Przepraszam, gdybym wiedział..

-.. ale nie wiedziałeś. – odparłam. – Możesz tylko żałować bo…

-… masz czego. – dodał Marcin. – Daj, położę Go spać i się zmywam.


  Zabrał Julka i zniknął w Jego pokoju. Przez te parę minut wpatrywaliśmy się z Andrzejem w siebie, po czym przyszedł Marcin. Ucałował mnie w czoło mówiąc,  że jakby coś się jednak działo, to mam dzwonić. Skinął głową w stronę środkowego Skry i opuścił mieszkanie.

-Ty i Marcin coś… Olga to przykrywka, a wy jesteście razem?  - zapytał.

-Co? Nie! – roześmiałam się zasłaniając usta ręką, by nie obudzić Julka.  – Marcin po prostu mi pomaga, dlatego tak się zachowujemy. Teraz to i mój najlepszy przyjaciel.

-Gdybym tylko mógł cofnąć czas..

-..ale nie możesz tego zrobić Andrzej. – uśmiechnęłam się. – Nie będziesz miał tylu wspomnień, co Marcin. Nie odbierzesz mu ich. Nie oczekuję od Ciebie niczego.  Naprawdę. Nie zostawiaj jej jednak samej. Nie chcę, by cierpiała tak, jak ja. Nie zasłużyła na to, tak, jak ja nie zasłużyłam na to, by wychowywać samotnie Julka. Przynajmniej przekonałam się, że moim prawdziwym przyjacielem jest Waliński i to jest największy plus Twojego odejścia. Gdy wszyscy zapomnieli, że jestem, a On był.

-Przepraszam Lilka. – szepnął kucając przede mną. – Nie wiedziałem, że sprawię Ci tyle bólu. Sobie z resztą też. Biłem się z własnymi myślami, tęsknotą.. Chciałem to wszystko odwołać, ale się bałem, bo myślałem, że kogoś masz. Nawet nie pytałem chłopaków, bo nie chciałem się rozpłakać, wiedząc, że jednak kogoś masz. A Maja… Maja pojawiła się zupełnie przypadkiem, poznałem ją pierwszego dnia, gdy jechałem do Bełchatowa, a ona łapała przysłowiowego stopa do Bełchatowa. Jechała na rozmowę o pracę. Nie miała się gdzie zatrzymać, zaproponowałem, że mam wolny pokój i może u mnie.. I się stało. Nie czułem nic do Niej nic, jednak chciałem Swoje myśli oderwać od Ciebie. Miałem nadzieję, że coś do niej poczuję. Nie poczułem do Niej nic. Ciągle porównuję Majkę do Ciebie. Jest Twoim przeciwieństwem. Wiele mówi, stara się, bym miał dla niej najwięcej czasu. Zupełnie nie spodobało jej się to, że zostałem dziś tutaj. …

-Powiedziałeś, że będziesz u Marcina? – zapytałam przerywając mu.

-Tak. – westchnął.  – Nie powiedziałem jej o Tobie, nie wie, że byłaś. W pewien sposób nie chcę jej stracić. Ale będę musiał jej powiedzieć, że mam syna. Chciałbym, żebyście przyjechali do mnie w jakiś weekend, może być następny?

-To nie jest najlepszy pomysł. – odparłam. – Pomyśl, jak poczuję się Maja, gdy przyjadę. Nie chcę, byś ją krzywdził, nawet jeśli nic do Niej nie czujesz. Nie z powodu Julka.

-Nie będzie jej. – uśmiechnął się szatańsko. Znałam ten uśmiech. Wrona uśmiechał się tak, gdy miał jakiś plan.  – Dlatego jest zła, że wrócę do domu dopiero wieczorem. Lilka, proszę..

-Zastanowię się, nie zmieniłeś numeru? – zapytałam.

-Nie, ciągle ten sam. – roześmiał się. Znów patrzył w Moje oczy, a ja bałam się, że znów będzie mógł zrobić ze mną to, co tylko zechce. Ciągle Go kochałam, chociaż tak bardzo chciałam przestać. Nie był mnie wart, jednak ciągle to on był facetem, który zajmuję miejsce w moim sercu zarezerwowane dla kogoś, z kim chciałabym spędzić całe życie. A on wykorzystał to, że znowu byłam zahipnotyzowana Jego oczami, bo po chwili niósł mnie do sypialni, w której przeżyliśmy wiele szczęśliwych chwil. I zapewne w czasie jednej z takich chwil powstał Julek.. Powinnam teraz protestować, powinien mi wrócić zdrowy rozsądek. Jednak tak bardzo za nim tęskniłam, że oddałam się temu, co robił. A doskonale wiedziałam, że będę tego żałowała, doskonale to wiedziałam…

____________
 Cześć!

    Powitał was dziś nowy wygląd bloga, który bardzobardzobardzobardzo mi się podoba! Za nagłówek bardzobardzobardzo dziękuje Malowanej, która wymyśliła Go sama, a ja jestem pełna podziwu dla Niej, że zrobiła takie cudowne dzieło. Sama nie wymyśliłam bym czegoś, co choć w małym stopniu było podobne do tego nagłówka. 

    Z kolejnym rozdziałem postaram się wyrobić do soboty, zobaczymy, czy mi się uda.

Pozdrawiam, Irmina

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział drugi.





   Gdy znajduję się na Łuczniczce czuję się jak w poprzednim sezonie, gdy byłam tu na każdym meczu. W tym jestem tutaj pierwszy raz, ale nic dziwnego, skoro 11 września urodził się Julek. Pamiętam, że 10 września, parę minut po dwudziestej drugiej dzwoniłam do Marcina, którego wyrwałam ze snu. To on towarzyszył mi przy porodzie, to on był pierwszą osobą, poza mną, która zobaczyła Mojego synka. Stracił pół nocy tylko po to, bym nie była sama w jednym z najważniejszych dni w moim życiu. Nie przeszkadzało mu to, że 12 września ma prezentację zespołu i mecz. Czasem nawet w mojej głowie pojawiała się myśl, że byłby idealnym kandydatem na ojca Julka, jednak wiedziałam, że jest Moim przyjacielem, bez którego nie poradziłabym sobie z tym wszystkim. I było coś jeszcze.. nikogo nie jestem chyba już w stanie pokochać tak jak człowieka, który mnie zostawił.


   Rozpoczyna się rozgrzewka. Wśród zawodników przyjezdnej drużyny widzę Ciebie. Rozglądasz się uważnie, ale chyba mnie nie widzisz, więc starasz się skupić na meczu. Kipek macha Nam, więc odmachujemy mu z Olgą. Na szczęście tego nie widzisz. Olga przygląda mi się chcąc dowiedzieć się,  czy wszystko jest okej. Uśmiecham się.


   Mecz się rozpoczyna. Kibicuje Transferowi za całych sił. Nie dlatego, że Ty grasz w przeciwnej drużynie. Ten klub był w Moim życiu od zawsze. To na tej hali poznaliśmy się po jednym z meczów w czasie pierwszego sezonu, gdy tu grałeś. W Łuczniczce przeżyłam wiele pięknych chwil, ale były i takie, których nie chciałabym pamiętać. 


   Z meczu nie pamiętam zbyt wiele akcji Twojej osoby. Nie grałeś nawet długo. A Mój Transfer, pomimo złego początku sezonu wygrał dzisiejszy mecz. 


    Gdy Marcin wyciągnął za barierek najpierw Olgę na boisko, a później uparcie prosił mnie, bym się dała zabrać wiedziałam, że rozmowa z Tobą jest nieunikniona. Olga znów ponowiła pytanie, czy jestem gotowa, by stanąć z Tobą Twarzą w Twarz. Wzruszyłam ramionami stojąc obok Niej. Niczego w tej chwili nie byłam pewna…



~~~~



   Janek Nowakowski był Nowym nabytkiem Naszego zespołu. Wydawał się naprawdę przyjemnym człowiekiem, choć nie miałam okazji, by z Nim porozmawiać. Teraz właśnie rozmawiał z Kipkiem. Olga była wtulona w ramię Swojego chłopaka, a ja stałam obok. Twój zespół powoli zaczął opuszczać szatnię. Już wcześniej chciałeś ze mną rozmawiać, ale ja byłam zajęta rozmową z Marcinem, a Ty musiałeś udzielić wywiadu. Gdzieś w środku miałam nadzieję, że nie będę musiała słuchać tego, co masz mi dziś do powiedzenia. I Ty jednak opuszczasz szatnie podchodząc do Nas. Witasz się z Marcinem, przedstawiasz Oldze, wymieniasz uśmiechy ze środowym i pytasz, czy możemy się przejść. Wzruszam ramionami i chowam ręce do kieszeni spodni, jednak ruszam ku drzwiom wyjściowym. Staje na uboczu i czekam, aż rozdasz parę autografów, po czym niezbyt miłym tonem oznajmiasz, że naprawdę Ci się śpieszy. 

   Moment, w którym byłeś okrążony przez dziewczyny był idealny, by uciec, ale to pogorszyłoby moją sytuację. Obejmujesz mnie ramieniem jeszcze raz mówiąc kibicom, że po prostu musisz iść, że nie mogę czekać tyle na Ciebie. Przepraszasz ich, a gdy tylko się oddalamy odchodzę od Ciebie trzymając dystans. Pierwsze minuty idziemy w ciszy. Ja wiem, że musimy się skierować do mieszkania, w którym kiedyś mieszkaliśmy razem. Moja mama nie może przecież opiekować się w nieskończoność Naszym synem.

-Możemy gdzieś usiąść? – zapytałeś.

-Moja mama jest z Julkiem. – oznajmiłam sucho. – Obiecałam, że do dziewiętnastej wrócę.

-Czyli ma na imię Julek. – powiedziałeś jakby do siebie. – Mamy trochę czasu, usiądźmy.


   Ciągniesz mnie w stronę ławki, po czym siadasz na Niej, a mnie usadawiasz na Swoich kolanach. Jest prawie tak, jak dawniej, gdy przychodziliśmy do tego parku. Nawet nie wiesz, jak krzywdzisz Mnie tym zachowaniem. Robisz wszystko tak, jakbyśmy wcale się nie rozstali. Nie wiesz, że Moje serce wali teraz niesamowicie. Nie wiesz, że mam ochotę Cię przytulić i nigdy więcej nie wypuścić. Przecież ja nadal się z Ciebie nie wyleczyłam. Miałam zamknąć ten rozdział, ale Ty mi nie pozwalasz.

-Lilka ja…

-Spieprzyłeś wszystko. – warknęłam. Nie chciałam pokazać Ci, jak działa na Mnie to, że jesteś tak blisko.

-Wiem, ja…

-.. przynajmniej nie zaprzeczasz. – stwierdziłam. – Posłuchaj, nie chcę nic od Ciebie. Nie oczekuję niczego. Nie musisz brać udziału w życiu Julka, nie musisz dla Niego istnieć. Ten list, który wysłałam miał być zakończeniem wszystkiego, co nas łączyło. Nie chcę, byś zostawił kolejną kobietę..

-Lilka, wysłuchaj mnie. – poprosiłeś. – Naprawdę myślałem, że tak będzie lepiej. Gdybyś powiedziała mi, że jesteś w ciąży, gdybym wiedział..

-… mówiłeś, że chcesz, bym została Twoją żoną. – przerwałam Ci po raz kolejny. – Mówiłeś, że to ja mam być matką Twoich dzieci. Te wszystkie słowa były kłamstwami.

-Lilka, ja naprawdę chciałem dobrze. – szepnąłeś nerwowo ujmując Moją twarz w Swoje dłonie i patrząc mi w oczy. – W tamtej chwili myślałem o tym, jak bardzo kochasz Bydgoszcz, o tym, że masz tu rodzinę, przyjaciół.. o tym, że ciężko będzie Ci to wszystko zostawić.

-Kochałam też Ciebie. – zauważyłam. – Bydgoszcz stała się dla Mnie znienawidzonym miastem, gdy mnie zostawiłeś. Z przyjaciół był tylko Marcin, a moja mama.. jestem już dorosła, nie mogłam do Niej biegać dlatego, że mnie zostawiłeś. To przy Tobie wszystko było piękne.

-Przepraszam. – szepnął głaszcząc Mnie kciukiem po policzku. – Wiem, że teraz nic nie zmienię. Przepraszam, że myślałem zawsze o Tobie. Że nie widziałem, jak bardzo Ci źle. Że zostawiłem Cię w momencie, gdy tak bardzo mnie potrzebowałaś. Przepraszam, że nie było mnie obok. Lilka, wiem, że nie jestem w stanie tego naprawić. Ale nie zapomniałem o Tobie…

-… zapomniałeś, masz kogoś. – uśmiechnęłam się nikle. Jego twarz znalazła się nagle blisko mojej. - Musimy iść.

Nie czekając aż coś odpowie zeskoczyłam z Jego kolan i skierowałam się w stronę mieszkania. Nieuniknione było, że się spóźnimy. Po chwili obok znalazłeś się Ty i w ciszy szliśmy do domu. Kiedyś to był Nasz dom..  



~~~~



   Otwieram drzwi mieszkania moja mama czeka już ubrana gotowa, by opuścić mieszkanie. Po chwili zdała sobie sprawę, że nie jestem Sama i nie jest z tego powodu zadowolona. Biorę głęboki oddech obawiając się tego, że wygarnie Ci wszystko, co o Tobie mówiła.

-Gdybym miała czas, to powiedziałabym Ci, jak bardzo uważam Cię za podłego dupka, który skrzywdził moją córkę. – powiedziała w Jego stronę. – Nie wiem co tu robisz Andrzej, ale dobrze Ci radzę. Nie psuj na nowo świata mojej córki. Dopiero co pozbierała się po Twojej stracie.

   Wychodzi zamykając drzwi, a ja ściągam z siebie kurtkę. Robisz to samo, po czym siadamy naprzeciw siebie w salonie. Znów jest jak kiedyś..


   Nazywasz się Andrzej Wrona. Przez ponad dwa lata byliśmy razem, jednak mnie zostawiłeś mnie. Wybrałeś grę w Skrze Bełchatów. A to Twój dawny klub okazał się dziś lepszy.

Jesteś Andrzej  - w kwietniu złamałeś mi serce. Chcesz to naprawić? Myślisz, że Ci się uda? Naprawdę myślisz, że będę gotowa Ci wybaczyć?

______

Cześć,

Tym razem o was nie zapominam!  Obiecany główny bohater już jest. Podejrzewałam, że uda mi się to zrobić tak, by ciężko było odgadnąć kto Nim jest. Malowana odrzuciła Andrzeja, a to On! Nie wiem jakie typy miała Szanowna_L ale jestem strasznie ciekawa, czy pomyślała o Wronce! 
Kolejny rozdział w kolejny weekend, bo trójkę mam już Gotową, tylko czwórka dopiero się piszę.

Pozdrawiam, Irmina