Gdy w nocy usłyszałam płacz Julka
chciałam do Niego wstać, ale Andrzej mruknął zaspany, że on pójdzie. Odnalazł
swoje bokserki, które naciągnął na siebie. Paręnaście minut później płacz
mojego… naszego synka ustał. Rozejrzałam się po pokoju i szybko ubrałam
bieliznę, po czym otworzyłam szafę i założyłam na siebie koszulkę treningową
Kipka, która służy mi za pidżamę. Będę miałam obok siebie Wronę, a na sobie
siódemkę Walińskiego, cudowne połączenie.
-Usnął. – oznajmił Andrzej. – Często
się tak budzi?
-Rekord to sześć razy, ale było tak,
gdy wrócił ze szpitala po porodzie. – szepnęłam. – Na co dzień trzy lub cztery
razy. Czasem jeden, ale to wtedy, gdy jest głodny. W innych przypadkach tyle,
co mówiłam wcześniej.
-Dajesz sobie radę?
-Nie mam innego wyjścia, jestem sama.
– prychnęłam wtulając się w poduszkę. – Dobranoc.
-Lilka..
-Śpij Wrona, bo to nie jedyna pobudka
tej nocy. – mruknęłam. W oczach miałam łzy wiedząc, że to nie było najlepsze
wyjście. Nie powinnam z Nim spać. Nie powinnam mieć Go teraz obok. Ocieram łzę.
Będę przez całe życie cierpiała. Andrzej Wrona ma tysiące fanek. Każda z Nich chciałaby zamienić z Nim chociaż dwa zdania… Ale żadna nie chciałaby być w tej chwili w mojej sytuacji. Nie potrafić zamknąć tego rozdziału. Ciągle w jakiś chory sposób Go kocham. Ciągle mu ulegam, chociaż cierpię. Czy naprawdę jestem tak słaba, by nie móc zacząć Nowego życia? Nienawidzę Cię Andrzej… a jednocześnie kocham. I jak tu żyć, pytam się, jak?!?
~~~~
Budzę się rano czując zapach
jajecznicy. Jak to możliwe, że budzę się dopiero rano? Czyżby Julek w nocy nie
płakał? A może to Wrona do Niego wstawał? Skupiłam się jednak na tym, że
Andrzej jest w kuchni i najprawdopodobniej robi śniadanie i dla mnie. Znów przypomniało mi się, jak było dawniej.
Zakłuło mnie gdzieś w sercu na myśl, że teraz facet mojego życia gotuje na co
dzień innej. Westchnęłam wstając. Nie poszłam do kuchni, a do pokoju synka. Tak
jak się spodziewałam nie spał już, ale leżał w łóżeczku. Słysząc jednak, że
wchodzę zaczął cicho płakać. Wzięłam Go na ręce i zaczęłam kołysać nucąc
spokojną melodię. Nie usłyszałam, jak do pokoju wszedł Andrzej. Objął mnie w
pasie i ucałował w policzek. Zamknęłam oczy wiedząc, że nie mogę pokazać mu,
jak na mnie działa. Ale gdy całował mnie po szyi miałam ochotę prosić, by
został. Nadal Go kochałam. Otrząsnęłam się jednak, odłożyłam synka do łóżeczka.
-O której wyjeżdżasz? – zapytałam.
-Pociąg do Warszawy mam po 12. –
oznajmił. – Tam zostawiłem samochód, więc..
-Za godzinę musisz wyjść. –
uśmiechnęłam się. – Idź do kuchni, nakarmię małego i przyjdę.
-Julka myślałaś o tym, co mówiłem?
Żebyście przyjechali w następny weekend? – zapytał.
-Porozmawiamy później, Julek zacznie
zaraz marudzić. – mruknęłam.
Gdy wyszedł westchnęłam głośno
opadając na fotel. Jego przyjazd, jego pobyt u mnie zburzył mój poukładany
świat. Nie wiedziałam, co mam robić. Coś mówiło mi, że powinnam zrobić
wszystko, by zerwał z tamtą dziewczyną, ale drugi głos, głos rozumu mówił, że
nie może jej skrzywdzić. Julek tak jak myślałam zaczął marudzić, więc
nakarmiłam Go. Zazdrościłam mu tego, że nie ma żadnych zmartwień. Miał
beztroskie życie i chciałam, by trwało to u Niego jak najdłużej. Bo co, jeśli
kiedyś w Jego życiu wydarzy się coś takiego, jak w Moim i Andrzeja? Czy dałby
sobie radę? Czy nie popełnił by naszych błędów? Chciałam, by był szczęśliwi w
przyszłości i nigdy nie żałował swoich decyzji.
~~~~
Jedliśmy w ciszy. Bałam się poruszyć
temat przyjazdu do Niego z Julkiem. Jak on sobie to wyobrażał? Nie miałam
samochodu. Nawet jeślibym miała, to
podróż z tak małym dzieckiem samotnie nie wchodziła w grę.
-Przyjedziecie? – zapytał. – W
czwartek przyjechałbym po Ciebie wieczorem, a z samego rana wracalibyśmy do
Bełchatowa. W czwartek mamy rano siłownie, o 14 trening, wyjechałbym po Ciebie
około 17. Około 21 lub 22 byłbym tutaj. Naprawdę chce mieć was przy sobie
chociaż parę dni.
-Widzę, że wszystko zaplanowałeś. –
warknęłam. – Musisz iść, spóźnisz się na pociąg.
-Lilka..
-Zabieraj torbę i wyjdź, mam Cię
dość! – mruknęłam wskazując na torbę leżącą pod drzwiami.
-Lilka..
Wskazałam na drzwi ze złością. Zabrał
torbę, ubrał się i stał przy otwartych drzwiach. Nie wyszedł, wrócił się do
pokoju Julka.
-Pa Smyku. – uśmiechnął się.
Podszedł do mnie i przytulił mnie.
Nie powiedział już nic, skierował się do wyjścia.
-Do zobaczenia w czwartek Andrzej! –
zawołałam jeszcze, zanim zamknął drzwi. Wiedziałam, że się uśmiecha, nawet,
jeśli w tej chwili stał odwrócony do mnie plecami.
Opadłam na kanapę w salonie
ciężko oddychając. To były szalone godziny w moim życiu. Wiedziałam, że będę
żałowała tego, co się wydarzyło. Miałam zapomnieć o Andrzeju, a tymczasem on
opuścił moje mieszkanie, a mi chciało się płakać. Zrozumiałam, jak bardzo mi Go
brakuje. Wmawiałam sobie, że się z Niego wyleczyłam. Wmawiałam sobie, że to
koniec z rozdziałem pt. ‘Andrzej Wrona i ja, Liliana’. Może i wyrzuciłam nasze
wspólne zdjęcia, może i chciałam zapomnieć… Jest tylko jeden problem – choćbym
nie wiadomo jak chciała, to nie wymaże wspomnień, nie wyrzucę Go ze swojego
życia. Nawet, gdybym pragnęła tego najbardziej na świecie.
~~~~
Cały dzień spędziłam w domu. Bawiłam
się z Julkiem, chociaż i tak większość czasu przespał. Wieczorem przyszedł
Marcin. Usiedliśmy na kanapie, a ja wtuliłam się w przyjaciela. Zupełnie nie
tak miało być. Chciałam zapomnieć, a tym bardziej wszystko wróciło, a ja mam
ochotę płakać.
-Chyba nie idzie o nim zapomnieć, co
Mała? – zapytał cicho Marcin tuląc mnie do siebie.
-Chce, żebym do Niego przyjechała, a
ja….
-… zgodziłaś się. – westchnął cicho.
-Przepraszam…
-Za co ty mnie przepraszasz Lilka? –
zapytał całując mnie w czoło. – Andrzej jest ojcem Julka, jeśli już o Nim wie i
chce chociaż minimalnie pojawiać się w Jego życiu, to nie masz prawa mu tego
zabierać. Martwię się tylko o to, że będziesz znów cierpiała. Nie chcę znów
martwić się o Ciebie w szpitalu…
-… mam Julka, nie doprowadzę się do
takiego stanu, jak wtedy. – szepnęłam.
-Wtedy wiedziałaś, że jesteś w ciąży
i jak to się skończyło? – fuknął, po czym zorientował się, że to nie jest na
miejscu. – Przepraszam Lilka, nie potrzebnie zaczynam ten temat, wiem, jak było
Ci źle.
-Wiesz, cieszę się, że Cię mam. –
roześmiałam się. – Umiesz sprowadzić mnie na ziemię Marcin, czasem żałuję
naprawdę, że zakochałam się w Andrzeju, a nie w Tobie. Cieszę się jednak, że jesteś Moim najlepszym
przyjacielem.
-Zawsze Nim będę Lilka. – szepnął
tuląc się do mnie. – Jeśli tylko mi na to pozwolisz.
~~~~
We wtorek, zaraz po treningu
odwiedził mnie Marcin, ale nie był sam. Był z Nim Janek Nowakowski. O wizycie
tego pierwszego wiedziałam, bo napisał mi rano, że wpadnie na obiad, ale o tym,
że przybędzie z Nim nowy środkowy nie miałam zielonego pojęcia. Na szczęście zrobiłam spaghetti, więc mogłam
nakarmić obu siatkarzy. W końcu kiedyś mieszkałam z Andrzejem, wiedziałam, że
po treningu potrafią naprawdę być głodni i zjeść wszystko, co tylko się przed
Nimi postawi. Gdy oni jedli patrzyłam na Nich z uśmiechem. Od kiedy nie mieszkał ze Mną Andrzej
gotowałam tylko dla siebie, ewentualnie czasem przychodził Marcin, dlatego
teraz tak miło patrzyło się na to, że dwóch siatkarzy Transferu siedziało w
mojej kuchni i opróżniali talerze.
- Jesteś kochana Lilka. – powiedział
Marcin kończąc. Wstał i odstawił swój talerz do zlewu, a następnie otworzył
lodówkę. - O i jest mój ulubiony sok,
naprawdę Cię kocham!
- Kipek, bo powiem Oldze. – roześmiałam się. – Jankowi też nalej soku.
Zajrzę do Julka i zaraz wrócę.
-Nie trzeba tego soku. – powiedział
Janek kończąc, ale ja spojrzałam wymownie na Walińskiego, a wtedy usłyszałam
płacz synka. Poszłam szybko i wzięłam Go na ręce zaczynając kołysać.
-Idziemy do wujka Marcina? –
zapytałam cicho. Lubiłam mówić do Julka, chociaż doskonale wiedziałam, że nic z
tego nie rozumie. – I poznasz wujka Janka, jest nowym środkowym Transferu i po
części zajął miejsce w drużynie należące do Twojego taty.
Julek patrzył na mnie, a ja
roześmiałam się i poszłam do salonu, gdzie siedzieli siatkarze. Waliński naprawdę czuł się u mnie tak, jakby
był u siebie. Włączyli już telewizor i oglądali powtórkę meczu ze Skrą.
Pokręciłam głową, co zauważył Janek i od razu zaczął się tłumaczyć:
- To Marcin włączył, ja…
-Janek, przestań. – roześmiałam się.
– Marcin to mój najlepszy przyjaciel, czuje się tu prawie tak dobrze, jak we
własnym mieszkaniu…
-A nawet lepiej. – przerwał mi ze
śmiechem. – Musisz się przyzwyczaić, że ja i Lila się przyjaźnimy i zachowujemy
się w swoim towarzystwie…
-… trochę dziwnie? – zapytałam. – Mnie
już nie rusza to, że Marcin traktuje mój dom, jak swój. Jeśli będziesz tu
przychodził częściej, to też przestaniesz zwracać na to uwagę.
-Zrozumiałem. – podniósł ręce w górę
śmiejąc się. – A to jest chrześniak
Kipka, tak?
-Juliusz. – wypiął dumnie pierś
Marcin, co wywołało u mnie i środkowego kolejny wybuch śmiechu. O dziwo Julek
się nie rozpłakał. Marcin niewzruszony tym, że śmiejemy się z Niego zabrał ode
mnie Julka. – Widzisz Mały, śmieją się ze mnie. Ty jedyny wiesz, że jestem
najlepszym wujkiem na świecie.
-Jesteś, jesteś. – uśmiechnęłam się. –
I już się nie wkurzaj na nas, po prostu to wyglądało komicznie.
-Wiem, wiem. – odparł patrząc na
mnie. – Mogę wpaść jutro też na obiad?
-Swojego domu nie masz? – zapytałam. –
Czy pokłóciłeś się z Olgą i dlatego przychodzisz do mnie?
-A nie możesz pomyśleć, że po prostu
twierdzę, że naprawdę dobrze gotuje? – westchnął. Czyli się pokłócili. Nie
chciałam poruszać tego tematu przy Janku, ale ten chyba się zorientował, że
lepiej będzie, jeśli pójdzie. Podziękował za gościnę i obiad, mówiąc, że umówił
się z Weroniką. Wyglądało na to, że wcale nie kłamię, więc odprowadziłam Go do
drzwi i powiedziałam, że jeśli będzie chciał, to może wpadać częściej z
Kipkiem. Przecież przywykłam do tego, że w moim mieszkaniu przebywają siatkarze
bydgoskiego klubu.
-Więc co się dzieje Marcin? –
zapytałam siadając obok Niego. Julek znów spał, wiec mogliśmy spokojnie
porozmawiać.
-Pokłóciliśmy się tylko troszkę. –
uśmiechnął się, a przynajmniej próbował. Wystarczyło moje spojrzenie, by zaczął
mówić prawdę. – Była zła, sam w sumie nie
do końca wiem o co. Bo powiedziałem jej, że niezbyt uśmiecha mi się to, że
jedziesz do Andrzeja, ale nie zabronię Ci tego. I ona stwierdziła, że za bardzo
angażuję się w Twoje życie, że wciskam Swój nos nie tam, gdzie powinienem. Że
powinienem przestać do Ciebie tak chodzić, bo przecież mam Swoje życie.
Powiedziałem, że jesteś moją przyjaciółką, a ona również spotyka się przyjaciółmi. Fuknęła na to, że jej
przyjaciele nie są samotnymi facetami, tylko koleżankami ze szkoły i studiów.
No to zrozumiałem, że Olga po prostu jest zazdrosna. Ale przecież nie ma o co,
bo jesteś moją przyjaciółką, która nadal kocha mojego najlepszego przyjaciela.
Wyszła trzaskając drzwiami, uprzednio krzycząc, że jak przemyślę to, i stwierdzę,
że ma rację z tym, że spędzam z Tobą zbyt wiele czasu, to mam się odezwać.
Westchnęłam cicho. Cały czas wydawało
mi się przecież, że Olga rozumie to, że Marcin mi pomaga. Przecież wcześniej
nie byłA zła o to, że do mnie przychodzi, wręcz przeciwnie, przychodziła razem
z Nim. Czy naprawdę mogła myśleć, że chce jej odbić Kipka? Przecież sama
mówiłam jej, że nie łączy mnie nic i Walińskiego.. A robiłam to po to, aby się
spotkali, bo widziałam, że maja się ku sobie. Czy wyglądałam na kogoś, kto chce
odbić jej faceta? To, że Andrzej mnie zostawił nie oznaczało, że była to moja
wina. Olga doskonale to wiedziała. Dlaczego więc nie chciała, by Marcin się ze
mną spotykał?
-Porozmawiam z Nią. – powiedziałam w
końcu. I choć byłam pewna, że zapewne nie będzie to miła rozmowa, to nie
chciałam, by ta dwójka była ze Sobą skłócona. Zwłaszcza przeze mnie…
___________
Cześć!
Próbowałam napisać tym razem coś dłuższego, choć nie wiem, czy wyszedł dłuższy niż poprzednie. Miałam mieć zawsze napisany jeden rozdział do przodu, ale w ostatnim czasie nie miałam kiedy pisać, więc... nie mam nic z piątego rozdziału, dlatego nie mogę obiecać, że dodam coś za tydzień. I tak się cieszę, że napisałam rozdział na dziś, bo jutro mnie nie ma, kierunek - WROCŁAW! Do napisania za... jakiś czas :)
Pozdrawiam, Irmina