niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział pierwszy



[Słuchacz Happysadu]

   Gdy dostałem list od sekretariatu klubowego zaadresowany do Mnie byłem zaskoczony. Spojrzałem na kopertę i znałem doskonale to małe, idealne pismo. Nie otworzyłem Go, poczekałem na koniec treningu. Wziąłem prysznic i skierowałem się na trybuny. Trening miała młodsza grupa wiekowa, jednak zająłem miejsce w najwyższym rzędzie. Niepewnie otwierałem kopertę. Wolałem to robić tutaj, niż przy mojej dziewczynie. Ona nie znała Jej.  Chyba czasem żałowałem, że wtedy po prostu spakowałem się i wszystko zakończyłem.
   Byłem zbyt dumny, by prosić o wybaczenie… Wziąłem głęboki oddech i zacząłem czytać.  Z każdym jej słowem odżywało We mnie wszystko, co czułem tamtego dnia, gdy ją zostawiłem i przez wiele kolejnych tygodni.. Gdy doszedłem do zdania mówiącego o tym, że była wtedy w ciąży miałem ochotę udusić siebie samego. Co ja najlepszego zrobiłem? Z każdym Jej słowem przelanym na papier czułem się coraz gorzej.. Dopiero teraz zrozumiałem, jaki błąd popełniłem stawiając siatkówkę na pierwszym miejscu.  Cierpiała bardziej, niż ja.
   Zostawiłem ją w chwili, gdy najbardziej mnie potrzebowała. Siatkówka zasłoniła mi inne rzeczy…. Chciałbym cofnąć czas.. Ale naprawienie tego nie ma już szans…
   Najgorsze jest to, że mam kogoś. A ONA prosiła mnie, bym nie popełnił drugi raz tego samego błędu, bym nie zostawiał kobiety, z którą jestem..
   Czytałem list po raz kolejny coraz bardziej rozumiejąc, jak bardzo siatkówka pochłonęła moje życie. Nie widziałem, że Tobie jest źle. Myślałem, że skoro Nic nie mówisz, to jest dobrze. A Ty po prostu nie chciałaś, bym wybierał, bo prosiłem, bym tego nie robił. Siatkówka zmusiła mnie do wyboru.. Dziś już jestem pewny, że wybrałem źle. Ale nie mam chyba już wyjścia, muszę brnąć dalej.  Chociaż wiem, że Ty też teraz cierpisz. I chociaż napisałaś, że się ze Mnie wyleczyłaś.. Wcale Ci nie wierzę.  Masz rację. Gdybym wybrał wtedy inaczej dziś byłabyś Moją Żoną Kochanie….

[Samotna Matka]


   Nie lubię spacerować z Moim synkiem po parku. Widzę wtedy kobiety ze swoimi mężami, którzy pchają wózek z maleństwem. I choć dzisiaj jest ze Mną przyjaciel ojca Mojego słoneczka, który dumnie prowadzi wózeczek opowiadając mi o tym, jak bardzo nie idzie Transferowi, czuję się źle, bo wiem, że nigdy nie poczuję się tak, jak inne rodziny. Marcin opowiada mi o tym, jak starają się zgrać zespołem, że już nie ma tej Delecty z poprzedniego sezonu i tu wcale nie chodzi o nazwę, tylko o ludzi. Słuchałam uważnie, bo tego nauczyłam się od Ciebie. W pewnej chwili wypowiada Twoje imię, ale szybko zmienia temat.  Nie rozmawiamy o Tobie od czasu, gdy dowiedział się, że w końcu odważyłam się i wysłałam do Ciebie list. Chciał nawet podać mi adres, ale stwierdziłam, że lepiej na ten klubu. Przeraża mnie trochę myśl, że przyjeżdżasz do Bydgoszczy za niecały tydzień. Chociaż na meczu zapewne mnie nie będzie. Julek jest zbyt mały bym mogła zabrać Go na mecz, ma ponad dwa miesiące. I nie powinnam z Nim już spacerować, jednak korzystam chyba z ostatniego słonecznego dnia.
-Będziesz na meczu? – zapytał. – Wiem, że to będzie dla Ciebie ciężkie. Ale gdy zobaczy Cię szczęśliwą, roześmianą.. Lilka, musisz mu pokazać, że się z Niego wyleczyłaś. A podejrzewam, że po Twoim liście wyrwie się i zostanie w Bydgoszczy i będzie chciał poznać mojego chrześniaka.
Julek został ochrzczony tylko dzięki upartości mojej matki, która wykłócała się o to z księdzem. Nie było jednak mszy w kościele, byłam ja, moja mama, Marcin i moja najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa.
-Marcin,  nie mam z kim zostawić Julka. – mruknęłam nie wiedząc, jak wybrnąć z tego.
-Rozmawiałem z Twoją mamą. Zgodziła się. – uśmiechnął się przebiegle. – Lilka, proszę Cię.
-Marcin, powiedz mi jedno.. – westchnęłam poprawiając kocyk w wózku synka. – On Cię prosił, żebym była?
Nie odpowiedział, tylko pchał wózek dalej, w kierunku mojego mieszkania. Przystanęłam w miejscu przymykając oczy. Naprawdę chciałam zamknąć rozdział zatytułowany Twoim imieniem. A teraz się okażę, że ten list nie był dobrym pomysłem.
-Lila, On zrozumiał, że źle zrobił. – powiedział odwracając się w Moją stronę. – Chodź.
-Obiecałeś, że nie będziesz chciał nas umówić. – odparłam. – Przyjdę, ale dla Ciebie. Poza tym umówiłeś już Julka z moją mamą, wiec nie mogę jej odebrać dnia spędzonego z wnuczkiem.
Widzę, jak Marcin się uśmiecha. Kręcę głową wiedząc, że to nie jest dobra decyzja. Jednak na Marcina mogłam liczyć zawsze i wiem, że jeśli zrobisz coś nie tak, to pierwszy zaserwuje Ci darmową operację plastyczną.

~~~~

[Siatkarz z poza Bydgoszczy]

   Siedzimy w autokarze i jedziemy do Bydgoszczy. Jutro gramy z Moim poprzednim klubem. Właśnie dostałem wiadomość od Kipka, że Lilka powinna być na meczu. Jego dziewczyna podarowała jej dziś bilet. Miałem tylko nadzieję, że będę mógł porozmawiać z Lilką. Marcin nie chciał mi wyjawić, jak ma na imię mój synek. Niewiele się od Niego dowiedziałem.  Tłumaczył, że czuje się jak pomiędzy młotem, a kowadłem przyjaźniąc się ze mną i z Tobą. Ale to Ty byłaś teraz na miejscu, to Tobie w tej chwili ulegał. Musiałem czekać na jutrzejszy mecz, by móc dowiedzieć się więcej. Koledzy z zespoły zobaczyli, że jestem ostatnio jakiś nie swój, ale starałem się jakoś ich zbyć. Co miałem im powiedzieć? Że w Bydgoszczy zostawiłem dziewczynę, którą kochałem najbardziej na świecie? Miałem powiedzieć, że byłem na tyle głupi, by zostawić Ją, bo dostałem ofertę z innego klubu? Zrobiłem to po ponad dwóch latach, od kiedy zaczęła być moją dziewczyną. Była ze mną zawsze, gdy było mi źle. Była, gdy zwyciężałem mecze.. A ja tak po prostu ją zostawiłem. Miałem im powiedzieć, że najprawdopodobniej jestem ojcem, a nie wiedziałem o tym? Miałem powiedzieć, że mam syna, a nie wiem, jak ma na imię? Lepiej wychodziłem na tym, gdy nie wiedzieli jakim bezmyślnym człowiekiem jestem.





[Samotna Matka]

    Nieprzespane noce stały się dla mnie codziennością. Julek nigdy nie przespał całej nocy, budził mnie od jednego razu do trzech, czy czterech razy.  Nie miałam kogoś, kto wstawałby za Mnie, dlatego to każdego poranka brałam zimny prysznic, który choć trochę przywracał mnie do normalności. Kolejny powód, który sprawia, że mam do Ciebie żal.  Bo powinieneś być i mnie wspierać. Wcale nie jest łatwo o Tobie zapomnieć…
     Spoglądam na zegarek, który wskazuję 11:20. Za 10 minut będzie moja mama, a za ponad godzinę przychodzi Olga i razem udajemy się na Łuczniczkę. Ciągle czuję, że to nie jest dobry pomysł. Znam Cię już na tyle, że jeśli chcesz się spotkać, to nie odpuścisz. Szkoda, że wtedy odpuściłeś, bo dziś Nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

    Moje przemyślenia przerywa przyjście mojej mamy. Umawiam się z Nią, żeby została do 19. Mecz nie potrwa dłużej, niż 3 godziny, więc do siódmej wieczorem spokojnie powinnam zdążyć wrócić. Pożegnałam się z Julkiem i wyszłam przed mieszkanie, gdzie w samochodzie czekała na mnie Olga, dziewczyna Marcina. Są ze sobą od około czterech miesięcy. Początkowo myślała, że Marcin jest ze mną i spodziewamy się dziecka. Jakby nie patrzeć Marcin naprawdę się mną opiekował, więc miała prawo tak pomyśleć.  Gdy jednak oboje wytłumaczyliśmy jej, że zostawiłeś mnie, a Marcin pomaga mi się podnieść po tym, co się stało zgodziła się umówić z Walińskim na spacer. Później opowiadała mi cały wieczór o tym, jak było miło. Zaprzyjaźniłyśmy się, dlatego Marcin mógł spędzać ze mną i Julkiem dużo czasu, a ona nie miała mu tego za złe. Gdy tylko mogła to i ona siedziała w moim salonie śmiejąc się z Kipka, który robił śmieszne miny do Julka.  Dzięki Marcinowi i Oldze zrozumiałam prawdziwość przysłowia, że prawdziwych przyjaciół poznaje się biedzie.
-Pamiętaj, że w każdej chwili możesz wrócić do domu. – oznajmiła Olga, gdy stałyśmy przed Łuczniczką. Do meczy zostało jeszcze półtorej godziny. – Jeśli nie jesteś gotowa, by z Nim porozmawiać, jeśli nie chcesz, by znów pojawił się w teraz już Waszym życiu.. po prostu wstań i wyjdź. Nie znałam Go, ale wiem, jak wiele łez kosztowało Cię Jego odejście, jak trudno było Ci się podnieść. Po prostu..
-Spokojnie Olga. – uśmiechnęłam się nikle. – Dziękuje Ci, że jesteś ze mną, że się martwisz… Myślę, że lepiej, jeśli będę się z Nim kłóciła tutaj, niż w moim mieszkaniu. Jeśli coś będzie nie tak, łatwiej będzie mi uciec.
-Jeśli będzie trzeba, to Marcin się Nim zajmie. – roześmiała się. – Wczoraj powiedział, że jeśli ten, jak to określił dupek, który jednak jest Jego przyjacielem sprawi, że w Twoich oczach znów ujrzy smutek, a po policzkach znów popłyną Ci łzy, to nie będzie się przejmował niczym, tylko zaserwuje mu taką darmową operację plastyczną, że najlepszy i najdroższy chirurg nie będzie mu w stanie pomóc.
-Uwielbiam Twojego chłopaka. – stwierdziłam. – I podziwiam Go, że przyjaźni się ze Mną, a jednocześnie z Nim.
-Nie umie wybrać pomiędzy Wami. – wyjaśniła. – Też Go za to podziwiam, bo ja będąc w Jego sytuacji zapewne nie wiedziałabym, co robić.
-Twój chłopak jest jednak wyjątkowy. – stwierdziłam z uśmiechem. – Wchodzimy? Chcę już mieć ten mecz za Sobą, jak i tę rozmowę..
 _____
Cześć,

Oczywiście zapomniałam o dodaniu rozdziału wcześniej, chociaż miałam napisany. Nadal nie wiecie kim jest Pan Siatkarz, ale macie już miasto, klub, więc zapewne odgadniecie kim jest ojciec Julka. Wierzę w Was :) A w kolejnym już na pewno Go poznacie, żebyście mogli pomyśleć, że wcale nie pasuje do osoby, którą stworzyłam Ja w tym opowiadaniu.

Pozdrawiam, Irmina

 

2 komentarze:

  1. jezu, Kipek <3
    mam wielką ochotę, aby walnął mu w mordę i to tak porządnie. i teraz kim jest on? nie wiem dokładnie, czy to jest początek sezonu, czy nie i jaki zespół jedzie do Bydgoszczy, dlatego waham się pomiędzy dwoma nazwiskami. a zapewne wyjdzie na to, że nie trafiłam w ani jedno :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kipek! :D Ale super, bo rzadko pojawia się w opowiadaniach.
    Cóż, moim zdaniem będzie to Wronka, Konarski albo Masny, ale Wronę bym odrzuciła. A tak to nie mam pojęcia, bo piszesz tak dobrze, że nie jestem w stanie tego za bardzo wywnioskować. Także już czekam na II rozdział :*

    OdpowiedzUsuń